|
Lista dyskusyjna LEKARZESMIERC W DUZYM MIESCIE
Powrσt do strony glσwnej
Dwudziestego kwietnia maz wrocil okolo 15.30 z pracy. Byl tak zmeczony po ciezkim dniu , ze poszedl zaraz spac; pozwolilam mu spac do 18.00 i nie zadawalam pytan. Po zrobieniu kolacji (szparagi z ziemniakami ) zbudzilam go.
Po jedzeniu zapytalam go czy nie mialby ochoty zagrac ze mna w karty albo ogladac telewizje ale odpowiedzial, ze czuje sie jeszcze zmeczony i poszedl znowu do lozka.
Nie pytalam go sie o nic - wiedzialam , ze byl sam w zakladzie i ze musial pracowac za dwie osoby. Ogladalam telewizje do 22.00 a potem polozylam sie jak zawsze spac , nie majac pojecia co wydarzylo sie w zakladzie.
Dwudziestego pierwszego kwietnia , okolo 6.30 , spalam jeszcze , gdy nagle poczulam, ze maz zawisl na mnie , calym cialem ,jak bezwladny wor maki. Obudzilam sie ,przerazona i zobaczylam , ze maz lezy wpoprzek mnie , calkiem spocony . Na moje pytanie - Co sie stalo ? - odpowiedzial , ze nie wie. Spojrzalam mu w twarz i zauwazylam duza czerwona plame po prawej stronie czola.. Zapytalam sie wtedy czy przypadkiem nie upadl - odparl mi , ze tez nie wie. Pytalam go jeszcze wiele razy i za kazdym razem otrzymywalam te sama odpowiedz pomimo tego, ze zwracalam mu uwage na czerwona plame na czol e.
Wyszukalam natychmiast numer i zadzwonilam po pogotowie lekarskie. Poniewaz dochodzila juz prawie siodma poradzono mi zwrocic sie do lekarza domowego , jako ze ich dyzur juz sie konczy.
W tym czasie maz poszedl do lazienki . Nagle zaczal krzyczec i wolac :- Ewa, Ewa co sie ze mna dzieje - jeszcze nigdy nie mialem takich boli ."
Stalam bezradna w lazience i probowalam go uspokoic. Zauwazylam wtedy na dnie wanny zwymiotowana kawe. Zapytalam go czy musial wymiotowac. Odpowiedzial - Nie moglem spac i wstalem z lozka gdzies kolo czwartej, zaparzylem sobie kawe i zapalilem papierosa, okolo szostej poszedlem do lazienki - chcialem sobie umyc glowe i oporzadzic sie przed pojsciem do pracy - nagle zrobilo mi sie niedobrze , musialem zwymiotowac kawe , zrobilo mi sie ciemno przed oczyma i upadlem na czolo .-
Stalam ciagle jak slup i zastanawialam sie : - Wmawia on sobie teraz , ze upadl bo zwrocilam mu na to uwage czy tez przypomina sobie to naprawde ? .- Zaprowadzilam go do lozka , zrobilam mu zimny oklad na glowe a po tym jak sie troche uspokoil poszlam do naszego lekarza domowego. Lekarz przeprowadzil sie i nikt nie otwieral drzwi praktyki. Na drzwiach byla kartka : Praktyke objela Pani Dr. Bruggemann .
Zrozpaczona pobieglam spowrotem do domu , nie wiedzialam co mam robic i jak mam pomoc mojemu mezowi. Po przyjsciu do domu zadzwonilam natychmiast do mojej przyjaciolki Suzanny Weiss. Podala mi zaraz numer pogotowia ratunkowego i numer 112..Czekajac na przyjazd lekarza poprosilam jeszcze o pomoc mojego sasiada.Lekarz pogotowa ratunkowego przyjechal natychmiast. Opisalam mu to co sie wydarzylo. Zbadal meza , dal mu czopek na bole karku i tabletki przeciw wymiotom.Powiedzial mi, ze gdyby maz znowu wymiotowal to musze zamowic karetke, gdyz obawia sie , ze moj maz moze miec wstrzasnienie mozgu.
Zaraz po wyjsciu lekarza dalam mezowi tabletke ; polknal ja popijajac woda ale zaraz potem zawolal :- Ewa , przynies mi jakies naczynie" - znowu wymiotowal i musial tez oddac mocz.
Bylam zupelnie oszolomiona i zaraz poprosilam sasiada, zeby zadzwolil na 112. Sanitariuszom z karetki, ktora przyjechala opowiedzialam jeszcze raz cale wydarzenie i dalam im kartke , na ktorej lekarz zanotowal wynik swojego badania. Sanitariusz zapytal meza czy moze chodzic a on odpowiedzial : - Nie - bole sa tak silne i czuje sie tak slabo ...
. Sanitariuszom pozostala wobec tego jedynie mozliwosc zniesienia go po schodach na skladanym krzesle.
Chcialam z nimi jechac ale powiedziano mi , ze nie ma dla mnie miejsca. Zasmucona poszlam na gore do mieszkania , gdzie moj sasiad wyjasnil mi gdzie znajduje sie szpital Sw. Jana i jak mam sie tam dostac.
Chwycilam kurtke mojego meza i najpierw zajrzalam do wewnetrznej kieszeni. Znalazlam tam nowe ogloszenie o wolnym miejscu pracy do obsadzenia we wrzesniu tego roku. Do tego dolaczony byl list : Szanowny Panie - przesylam Panu kopie ogloszenia o rozpisanym stanowisku poniewaz w razie urlopu moglby Pan je nie zauwazyc. Mam nadzieje , ze rozpisane stanowisko znajdzie Panskie zainteresowanie. Pan Ziegler bylby wdzieczny gdyby Pan sie z nim porozumial . Wlasnie pan Ziegler zapewnial mojego meza , jeszcze przed wyjazdem na urlop :. Prosze Pana , niech Pan sie nie obawia o swoja prace, jesli bedzie potrzeba to przydzielimy Panu dotadkowo kogos do pomocy . Maz otrzymal pomocnika, ktory go tez zastepowal w czasie urlopu ( tydzien przed i tydzien po swietach ) a po powrocie meza z urlopu dwudziestego tego miesiaca kolega dal mu ten wlasnie list .
Jak musial sie moj maz czuc przez caly dzien w zakladzie ? Jakie mysli przechodzily mu przez glowe ? Wiem tylko, ze byl pod duzym napieciem poniewaz ogloszenie konczylo sie zdaniem : Zainteresowanych prosi sie o przeslanie podania do 29 tego miesiaca na rece pani Schmidt .
Nagle zrozumialam dlaczego poszedl wczesniej do lozka , zle spal, byl niespokojny i w ogole co sie stalo.
Po przybyciu do szpitala zapytalam gdzie jest moj maz. Znalazlam go na lezance na korytarzu. Dodawalam mu otuchy a on dziwil sie , ze tak szybko przyjechalam do szpitala.
W koncu przyszedl lekarz . Opowiedzialam mu cale zdarzenie i zwrocilam mu uwage na to , ze moj moz byl pod duzym napieciem i byl niespokojny ale jako pierwsze powiedzialam , ze moj maz nie wie czy upadl. Powtarzalam to wielokrotnie , ale nikt mnie nie sluchal, moja wypowiedz nie zostala zauwazona. - lekarz powiedzial mi: - Prosze Pani teraz zrobimy EKG - , poczym poproszono mnie abym zajela miejsce w poczekalni. Po zrobieniu EKG zawolano mnie i oswiadczono nam , ze EKG jest w porzadku. Z miejsca odpowiedzialam , ze moj maz jeszcze nigdy nie byl chory . Mial tylko jedna operacje reki w grudniu w szpitalu Czerwonego Krzyza.
Zdjecie rentgenowskie kregoslupa szyjnego jest w porzadku. Cisnienie krwi jest za wysokie i maz powinien sie leczyc u lekarza domowego.
Diagnoza: Uraz kregoslupa szyjnego na wskutek upadku
Zalecono : Kolnierz unieruchamiajacy na szyje
Diazepamratiopharm
Diclofenacratiopharm
Moj maz wstal., skrzywil sie z bolu, zlapal sie obydwoma rekoma za kark, poruszyl glowa w te i spowrotem ( to nie sprawialo mu bolu) i powiedzial :- Panie doktorze- co mnie martwi to te silne bole w karku, nie moge zgiac glowy do przodu , bole ciagna sie do glowy, nigdy w zyciu nie mialem wysokiego cisnienia - .
Dzisiaj , po zgonie mojego meza , po tym jak tylekroc czytalam to pierwsze rozpoznanie, po tylu wyjasniajacych rozmowach w Klinice o objawach tetniaka i po zapoznaniu sie z istota choroby prosze najpierw przeczytac karte informacyjna Izby Przyjec :
Nr. Przyjecia : 345672
Godzina : 08:46 :49
Lekarz : Dr . Kabel
Napiecie i stress, wymioty, wysokie cisniemoe krwi, dysregulacja krazeniowa, na skutek upadku zaczerwienienie skory po prawej stronie czola, silne pocenie, potem silne bole karku , oslabienie.
Pytam wobec tego :
- Dlaczego zrobiono tylko rtg kregoslupa szyjnego ?
- Dlaczego nie zrobiono zdjecia czaszki ?
- Dlaczego zaden lekarz nie zareogowal na oswiadczenie mego meza . moje cisnienie krwi jest w zasadzie normalne ?
- Dlaczego nikt sie nad tym nie zastanowil ?
- Dlaczego nie zareagowano na moja wypowiedz . Moj maz jeszcze nigdy nie byl chory ?
- Dlaczego nie zapytano mnie w ogole o jego amnezje i utrate przytomnosci chociaz zwracalam na to lekarzowi uwage ?
- Dlaczego zdiagnozowano zespol commotionalny ( wstrzasnienie mozgu) i pomimo tego odeslano meza do domu ?
Podaje z ksiazki :
Commotio cerebri - wtrzasnienie mozgu
Utrata przytomnosci trwa sekundy albo minuty.Po wypadku amnesia, po tym moga wystapic nudnosci i wymioty, pozniej pacjenci uskarzaja sie czasem przez kilka dni lub tygodni na bole glowy, zawroty. Trudnosci w koncentracji , meczliwosc i drazliwosc.
Diagnostyka musi isc w kierunku wykluczenia towarzyszacych zlaman czaszki i krwawien wewnatrzczaszkowych. Chory ze wstrzasnieniem mozgu powinien byc obserwowany przez 24 godziny. W ciagu tego czasu ponad 90 % krwawien srodczaszkowych objawia sie klinicznie.
Upadek.
Srednio- ciezkie i ciezkie urazy czaszkowo- mozgowe wymagaja oczywiscie leczenia szpitalnego.Ale rowniez lekki uraz czaszkowo- mozgowy powinien byc obserwowany w szpitalu przez 24 godziny., gdyz po pierwotnie lekkim urazie , po ktorym chory z poczatku nie wykazuje zadnych zaburzen swiadomosci albo objawow neurologicznych moze dojsc do zagrazajacym zyciu powiklan srodczaszkowych. Sa to w pierwszym rzedzie krwiaki pourazowe, ktore moga byc rozpoznane i leczone jedynie pod warunkiem scislej obserwacji.
- Dlaczego lekarze nie zauwazyli , ze moj maz chwyta sie za kark i za tyl czaszki a nie za szyje aby pokazac gdzie go boli ?
- Dlaczego neurochirurg nie wpadl na pomysl wykonania tomoghrafii komputerowej ?
- Pan Kabel stawia rozpoznanie : zespol commotionalny . Dlaczego neurochirurg stwierdzil, ze przyjecie do szpitala nie jest konieczne ?
- Dlaczego neurochirurg nie zauwazyl jak bardzo moj maz byl zszokowany i jak bardzo byl zajety jedynie opanowaniem silnego bolu ?
Tetniak
Objawy sa opisane w kazdej ksiazce o schorzeniach naczyniowych , zaburzeniach ukrwienia albo krwotokach do mozgu.
Cytuje z jednej z nich :
Nagle pekniecie tetniaka prowadzi do ostrego krwawienia podpajeczynowkowegg z charakterystacznymi objawami. Udarowo w czasie dnia, przy pracy lub tez w nocy w snie chory doznaje rozlanego bolu glowy, ktory promieniuje od karku lub od czola na cala glowe a wkrotce tez do grzbietu. Objawom tym towarzysza objawy wegetatywne - wymioty , silne poty , podwyzszenie cisnienia krwi. Niektorzy chorzy traca natychmiast przytomnosc , w wielu przyadkach stan swiadomosci jest poczatkowo tylko nienacznie zaburzony.
W zaleznosci od stanu swiadomosci mozna podzioelic krwawnienie podpajeczynowkowe na III stopnie :
I. Zaburzenie swiadomosci nie dluzej niz 3 minuty, krotkie drwgawki , brak objawow neurologiocznych
II. Utrzymujace sie lub zmnienne zaburzenie swiadomosci
III. Utrzymujaca sie przez wiele godzin utrata przytomnosci i ciezkie ubytki neurologiczne
Konieczne jest szybkie postepowanie diagnostyczne i terapeutyczne. . Duze znaczenie ma tomografia komputerowa. Przy pomocy tomografii komputerowej mozna uwidocznic tetniaka. Krwawienie podpajeczynowkowe wymaga natychmiastowego skierowania do kliniki.Rozpoznanie krwawienia podpajeczynowkowego uzyxkuje sie na podstawie naglego poczatku choroby z silnymi bolami glowy, karku i wymiotami, ewentualnej krotkiej , rzadziej dluzej trwajacej utraty przytomnosci i typowego obrazu tomografii komputerowej z uwidocznieniem krwi w zbiornikach podstawy i w przestrzeni podpajeczynowkowej.
Wydaje mi sie , iz neurochirrurg nie przyznawal zupelnie zadnego znaczenia temu rozdzialowi ,gdyz inaczej wiedzialby natychmiast co wydarzylo sie mojemu mezowi.
Zamiast tego stwierdza, iz nie ma koniecznosci przyjecia do szpitala.
W ten sposob moj maz nie mial zadnej szansy na uzyskanie pomocy.
Podano mu 20 kropli Novalginy , zalecono kolnierz szyjny i poradzono udac sie pod dalsza opieke lekarska.
Pojechalismy do domu. O pietnastej poszlam do ortopedy Dr Seibla i pokazalam karte informacyjna z Izby Przyjec szpitala. Doktora nie bylo i powiedziano mi przyjdzie nastepnego dnia do nas do domu.Wieczorem dalam jeszcze mezowi lekarstwo, ktore dostalam w szpitalu.
Dwudziestego drugiego kwietnia. Sroda. Lekarz przyszedl . Maz wyjasnil mu swoj stan. Powiedzial, ze ma teraz silne bole w karku , tylu glowy i wzdluz grzebietu az do prawej nogi. Lekarz zaaplikowal mu zatrzyk w miesnie karku , drugi zastrzyk w posladek , zmierzyl cisnienie krwi i poszedl.
Dwudziestegotrzeciego kwietnia. Dr Seibel przyszedl drugi raz. Moj maz opisal mu znowu swoje bole i powiedzial , ze z tego powodu od wtorku w ogole nie spal. Lekarz dal mu te same zastrzyki co poprzedniego dnia i poszedl sobie.
Dwudziestegoczwartego kwietnia. Zaraz z rana zadzwonilam do Dr Seibla poniewaz stan mego meza pogorszyl sie. Bladzil po mieszkaniu przez cala noc, z bolu nie mogl lezec, nie mogl siedziec , nie mogl chodzic. Poza tym mial uczucie silnego ucisku w glowie i bole glowy.
Przez telefon Dr Seibel powiedzial mi, ze nie moze nic wiecej zrobic i ze powinnismy sie poradzic neurologa.
Zadzwonilam do pani Dr . Koch , specjalista neurolog i psychiatra, mieszka w poblizu.
Uslyszalam przez sekretarke : Godziny przyjec: poniedzialek od 9 .00 do 11.00 i od 13.00 do 15.00, wtorek : od 9.00 do 11.00 i od 13.00 do 15.00, czwartek : od 9.00 do 11.00 i od 13.00 do 15.00. W srode i piatek - po uzgodnieniu.
Postanowilismy wobec tego pojechac znowu do szpitala Sw. Jana.. W Izbie Przyjec maz opowiedzial pielegniarzowi to co sie stalo we wtorek, nadmienil , ze juz tu raz we wtorek byl i to co nam powiedzial przez telefon ortopeda. Odpowiedz pielegniarza byla natychmiastowa :- Tutaj nie mamy neurologa -. Zapytalam wiec grzecznie : - Czy moglby mi Pan podac jakis wlasciwy adres to mozemy tam pojechac -. Moj maz wzial mnie za reke i calkiem spokojnie opisal pielegniarzowi swoj nowy stan - bol i ucisk glowy, bole karku, grzbietu z promieniowaniem do prawej nogi. To, ze od wtorku nie spal,bladzil po mieszkaniu nie mogac wytrzymac z bolu.
Nie zaofiarowano mu nawet lezanki. Poproszono nas do poczekalni Izby Przyjec i oczekiwalismy, ze pielegniarz przyniesie nam adres , pod ktorym znajdziemy neurologa. Maz nie mogl juz dluzej usiedziec i wyszedl na zewnatrz na podjazd. W tym momencie uslyszal , ze lekarz wola jego nazwisko. Pielegniarz wybiiegl na zewnatrz, nakrzyczal na meza dlaczego nie siedzi w poczekalni i zaprowadzil go do lekarza. . Czekalam dalej w poczekalni , najchetniej skoczylabym pielegniarzowi do gardla ; tylko ja wierzylam mojemu mezowi i wiedzialam jaki bol musial znosic,.Musialam sie zachowywac przyzwoicie w nadziei , ze ktos bedzie mogl mu pomoc.
Mojego meza przyprowadzono spowrotem do poczekalni. Pozniej przyszedl jeszcze jeden lekarz i w mojej obecnosci maz przedstawil swoje cierpienie i brak poprawy po leszeniu przez ortopede. Lekarz zbadal go w mojej obecnosci i znowuz nie uwierzono mezowi. Gdy lekarz powiedzial , ze u meza jest wszystko w porzadku maz byl calkiem zrozpaczony i zalamany. Opuscil glowe i zaczal od poczatku mowic o ucisku i bolach glowy, bolach karku, promieniowaniu wzdluz kregoslupa do nogi , o bezsennosci. Jako odpowiedz uslyszal jeszcze raz : - Prosze Pana, u Pana jest wszystko w porzadku , nie moge nic powaznego znalezc, powiniem Pan sie dalej leczyc u swojego ortopedy
- Dlaczego nie wykonano teraz zdjecia czaszki ?
- Dlaczego nie zrobiono tomografii komputerowej ?
- Czy rzeczywiscie w szpitalu Sw. Jana chory musi byc nieprzytomny aby byc przyjetym do szpitala ?
- Dlaczego stwierdzono, iz nie ma koniecznosci leczenia neurochirurgicznego ? Takich bolow nie mozna przeciez sobie wymyslec ?
- Dlaczego poslano na w piatek po poludniu do domu kiedy kazdy lekarz wie , ze praktyki sa na weekend zamkniete i ze mozna uzyskac wizyte tylko po uprzednim uzgodnieniu ?
Znow nikt nie wierzy mojemu mezowi . Znow nie mial zadnej szansy aby otrzymac pomoc.
Patrz druga karta informacyjna:
Nr Przyjecia : 345805
Godzina : 10:48:59
Lekarz : ???
Bylismy tak zaszokowami i zalamani rozpoznaniem, ze nic juz nie mowilismy. Dwa razy w tym samym szpitalu i zaden z lekarzy nie mogl mojemu mezowi pomoc. Pomimo tego , ze powiedzialam, iz Dr Seibel stwierdzil , ze nie moze nic wiecej zrobic - lekarz poleca- dalsze leczenie i dr Seibla - czy cos takiego jest w ogole do pomyslenia ?
Poprosilismy pielegniarza o zamowienie taksowki i pojechalismy do domu. W domu maz , calkiem zalamany powiedzial : Jesli ten bol nie ustapi to rzuce sie z balkonu , chce tylko miec spokoj i chce usnac .
Zrozpaczona , chcialam koniecznie pomoc mojemu mezowi powiedzialem : - zaraz wracam, ide do pani Dr Bruggemann .
Nie szlam - bieglam ( bylam tak niespokojna ) do nastepczyni naszego lekarza domowego pani Bruggemann. Dzwonilam do drzwi jak wariatka dopoki mi nie otworzono. Byl zajeta przeprowadzka. Opowiedzialam jej wszystko , z pewnoscia zauwazyla moj niepokoj na twarzy i odpowiedziala : - Widzi Pani , ze nie moge zaraz przyjsc ale o 18-tej jestem u Pani - napewno- i zobacze co z nim jest .- Przyszla o szostej i byla zaszokowana stanem mojego meza. Pokazalam jest te druga karte informacyjna ze szpitala Sw. Jana . Przeczytala ja i byla zdziwiona : Jak mogli lekarze meza Pani poslac w takim stanie do domu ?".Maz w dalszym ciagu skarzyl sie na bol i powiedzial: Pani doktor, chialbym wreszcie spac i miec troche spokoju , ja juz nie moge tego wytrzymac .. Dr. Bruggemann nie mogla zrozumiec dlaczego nie zrobiono do tej pory zdjecia czaszki i TK. Powiedziala mu :- Prosze Pana, zmierze teraz Panu cisnienie, dostanie Pan dwa zastrzyki dozylne i na pewno bedzie Pan mogl spac a w poniedzialek . dwudziestegosiodmego kwietnia damy zrobic TK -. Na moje pytanie co to jest TK odpowiedziala mi :- Wylewu krwi nie widac na zdjeciu retgenowskim tylko w TK -. Dala mezowi zastrzyki uspokajajace. Wkrotce potem zasnal z lekkim usmiechem podziekowania na twarzy . Bylam tak szczesliwa, ze w koncu zasnal i pomyslalam sobie :- Ona ma z pewnoscia racje -; przypuszczalismy , ze chodzi tu o krwawienia w okolicy kregoslupa szyjnego. Na moje pytanie czy mozna mezowi podawac tyle roznych lekarstw odparla : - Tak"- i poradzila dawke jeszcze podwyzszyc a takze zapisala mu dodatkowo Novalgine przeciw bolom glowy.
O dziesiatej dalam mezowi 5 tabletek Diazepamratiopharm 2 , 1 tabletke Diclofenacratiopharm, 1 Tabletke Ranitidin 150- 1a ,a pozatym 30 kropel Novalginy.
Dzisiaj wiem co to jest TK i co lekarka rozumiala pod pojeciem wylewu.
Dzisiaj pytam :
Dlaczego pani Dr. Bruggemannn, znajac tresc drugiej karty informacyjnej, zapoznawszy sie ze skargami meza i w obliczu swojego wlasnego rozpoznania nie skierowala meza do szpitala ?
Dlaczego nie wyrazila watpliwosci co do rozpoznania postawionego w Izbie Przyjec i opierajac sie na wlasnych przypuszczeniach nie skierowala meza natychmiast do innego szpitala ?
W taki sposob znow nie dostal zadnej szansy na pomoc , ktora mogla przyjsc w pore.
Spal przez cala noc.
Dwudziestegopiatego kwietnia. Bole zmiejszyly sie ale maz odczuwal jeszcze silny ucisk w glowie; dalam mu 30 kropel Novalginy i jedna Diclofenacratiopharm. Cieszylam sie nie wiedzac, ze zmniejszenie sie bolow glowy zwiazane jest z lekarstwami. Przed poludniem poszlam na zakupy, w poludnie podalam mu znowu 30 kropel Novalginy i jedna Dicofenacratiopharm, potem zjedlismy obiad i po ogladnieciu telewizji , gdzies kolo czwartej maz polozyl sie do lozka. Wieczorem zbudzil sie kolo dziewiatej przyszedl do pokoju i zapytal : Gdzie sa moje lekarstwa ? Podalam mu znowu 30 kropel Novalginy, jedna Dicfenacratiopharm, jedna Ranitidin 150 -1a i 4 Diazepamratipharm .
Dwudziestegoszostego kwietnia. Maz wstal. Zapytalam : - Jak sie dzis czujesz , kochanie ?". Odpowiedzial - Slabo -. Podalam mu 30 kropli Novalginy i jedna tabletke Diclofenacratiopharm. Potem zjadl platki z mlekiem. Zauwazylam przy tym , ze bardzo powoli poruszal swoja reke. Pomoglam mu przy jedzeniu przypuszczajac , ze oslabienie jest wywolane tabletkami. Ogladajac telewizje w pokoju mieszkalnym nie mogl utrzymac papierosa - wypadl mu z reki i wypalil dziure w pizamie. O jedenastej przynioslam mu kubek jogurtu i karmilam go - nawet tego nie zauwazyl.Aby pobudzic apetyt meza zaczelam jesc banana karmiac go przy tym. Po jedzeniu poprosil znowu o papierosa wiec mu go dalam. Poszlam na chwile do kuchni a gdy wrocilam zobaczylam, ze siedzi, pochylony do przodu.Pomoglam mu sie wyprostowac, szukalam za papierosem i znalazlam go na podlodze.Wydawalo mi sie to dziwne ale nic nie powiedzialam i pozwolilam mu obejrzec w telewizji londynski bieg maratonski. O 13.00 pomoglam mu polozyc sie do lozka. Usiadlam na stoleczku i przygladalam sie jego ruchom reki. Reka byla przykurczona i maz poglaskal nia najpierw swoj nos a potem wlosy. W koncu zasnal. Poszlam do kuchni i polozylam jeszcze kawalek piersi kurzej na na porcje pieczeni wolowej . Chcialam , zeby doszedl do sil.
Dopiero teraz wiem , ze cos bylo z nim wtedy nie w porzadku ale chcialam sobie dodac odwagi wiec wrocilam do sypialni ; musialam go znowu karmic , taki byl slaby a on wciaz glaskal przykurczona reka to swoj nos to wlosy. Kiedy stwierdzilam ze nie mogl sie zupelnie zorientowac co ogladal w telewizji nie moglam tego stanu dluzej wytrzymac. Zadzwonilam ponownie do mojej przyjaciolki Suzanny Weiss i poprosilam , zeby przyszla na gore , zobaczyla sama co dzieje i powiedziala mi czy sie nie myle. Suzanna przyszla, sprobowala porozmawiac z moim mezem i powiedziala : - Ewa, ty sie nie mylisz- musisz zaraz zawolac lekarza pogotowia ratunkowego, Karol nie jest w porzadku."
Zadzwonilam i lekarz zjawil sie prawie natychmiast . Po zobaczeniu mojego meza powiedzial : " Prosze Pani , musze zaraz poslac Pani meza do szpitala . Nakrecil 112 i meza zabrano zaraz do szpitala Czerwonego Krzyza. Tym razem nie dalam sie zbyc i pojechalam razem z nim. W karetce maz sie nie mnie nie patrzyl, spogladal gdzies w dal , na zewnatrz. Sprawialo mi to bol a on nie mowil ani slowa.
Dzisiaj wiem , ze bylo to krwawienie podpajeczynowkowe.
Po przyjezdzie do szpitala , zabrano meza na badania. Zalatwilam administracyjna sprawe przyjecia i zajelam miejce w poczekalni. Po kilku minutach przyszedl lekarz. Poprosil abym wyjasnila mu co sie wydarzylo i poswiecil mi duzo czasu . Bylam zadowlonona , ze ktos mnie w koncu sluchal ,naprawde sluchal. Odszedl , a ja znowu zajelam miejsce w poczekalni.
Ile czasu czekalam nie wiem , lekarz pojawil sie nagle przede mna i powiedzial : -Prosze Pani , niech sie Pani uspokoi - zrobilismy TK i stwierdzilismy krwawienie w mozgu. Poslemy teraz zdjecia do innej kliniki zeby uzyskac potwierdzenia naszego przypuszczenia..
Meza zabierzemy teraz na oddzial intensywnej terapii . Tam bedzie w dobrych rekach i bedzie go mozna przez noc obserwowac .-
W ten sposob moj maz zostal przyjety na oddzial intensywnej terapii i podlaczono go natychmiast do monitorow. Dr . Brus z oddzialu intensywnej terapiii poswiecil mi duzo czasu i zanotowal sobie wszystko ( patrz historia choroby ).
Zostalam tam do 22.00 ,az do czasu uzyskania odpowiedzi z tej innej kliniki. . Nie powiedzialam nic mezowi , nie chcialam go wiecej niepokoic. Dodawalam sobie odwagi mowiac do niego : -Kochanie , jestes teraz w dobrych rekach, napewno Ci pomoga -. a maz odparl . - Idz prosze do domu , jest juz pozno -. Byly to ostatnie slowa w zyciu , ktore od niego uslyszalam ".
Poszlam do domu ale ciagle nie bardzo wiedzialam co to oznacza krew w mozgu . Plakalam po drodze, prosilam Boga aby pomogl mezowi i pytalam :-" Dlaczego, o Boze, dlaczego nie przeswietlili mu glowy, dlaczego nie zrobiono wczesniej TK, zeby tylko nie bylo za pozno !. Boze, Boze, pomoz mojemu mezowi .- Plakalam przez cala droge do domu , modlilam sie, palilam papierosy ale nie bylo nigogo , ktoby mnie pocieszy. Jedno stalo sie dla mnie jasnym - w szpitalu Sw. Jana postawiono bledne rozpoznanie i to dwa razy. Przeszlo szesc dni od upadku i kto wie jak dlugo bylo juz to krwawienie w mozgu ?. Prawie nie spalam. Nastepnego dnia rankiem dwudziestegosiodmego kwietnia , mniej wiecej okolo 9 .30 zadzwolilam do szpitala Czerwonego Krzyza , zeby dowiedziec sie jak moj maz spedzil noc. - Prosze Pani ,maz czuje sie lepiej, jego stan jest ustabilizowany . Nie wolno mi go bylo odwiedzic przed poludniem, pozwolono mi na to od 16tej. Poszlam wiec do pani Dr. Bruggemann i powiedzialam jej , ze moj maz jest w szpitalu Czerwonego Krzyza na oddziale intensywnej terapii z rozpoznaniem krew w mozgu . Jej twarz zamarla. Opanowalam sie i zapytalam ja :- Dlaczego nie miala Pani w piatek odwagi zaprzeczyc rozpoznaniu ze szpitala Sw. Jana ?, krwawienie przypuszczala Pani juz przeciez w piatek - .Odpowiedziala :- Prosze Pani - lekarze w szpitalu studiowali trzy razy wiecej niz ja .- Plakalam , dlaczego musial moj maz tak cierpiec ? Poprosilam ja aby oddala mi druga karte informacyjna ze szpitala Sw. Jana i calkiem spokojnie powiedzialam jej takze : - Mam nadzieje, Pani doktor, ze moj maz bedzie znowu zdrow, gdyby jednak zdarzylo sie, ze ... nie moglam tego slowa wymowic , lzy lecialy mi po twarzy - pojde do sadu .- Przyrzekla mi poparcie wiec poszlam. O 16-tej bylam przed szpitalem . Dodawszy sobie odwagi wzielam w koncu winde i pojechalam na gore. Pozdrowilam meza i ucalowalam go w policzek. Na swoje imie nie zareagowal, oczy patrzyly gdzies w dal. On , ktory z taka miloscia spogladal mi w oczy przez 25 lat patrzyl teraz w dal. .Podalam mu reke ale mi jej nie uscisnal . Ta reka, ktora zawsze mnie bronila, ktora mi dawala tyle ciepla , ktora mi wskazywala droge, ta reka lezala teraz zupelnie bezwladnie.
Przestraszylam sie i zawolalam lekarza. Przyszedl i zapytal . -Co sie stalo ? - - Co sie stalo ? -odrzeklam - Nie widzi Pan , moj maz nie reaguje w ogole na moja obecnosc , jego stan zmnienil sie od wczoraj zupelnie drastycznie .-
Lekarz odpowiedzial - Wczoraj mnie nie bylo i nie moge ocenic dzisiejszego stanu poniewaz nie wiem w jakim stanie przyjeto go wczoraj - poczym zbadal mojego meza .
- Prosze Pana, niech Pan mi poda lewa reke - po chwili moj maz uniosl reke calkiem powoli. - A teraz lewa stope i prosze scisnac moja reke - znow zareagowal bardzo powoli.- niech Pan mi teraz da prawa reke - ale moj maz nie reagowal, patrzyl tylko w dal. Aby mi pokazac , ze zareagowal lekarz podniosl jego prawa reke a potem stope. Na pytanie : - Jak sie Pan nazywa - zadnej reakcji. - Pan nazywa sie- Beck - moj maz otworzyl usta ale nie mogl wymowic swego nazwiska.
Bylam doprowadzona do krancowosci , dosc tego przyzwoitego zachowania ; chcialam w koncu wiedziec co dzieje sie z moim mezem. Doktor poszedl, po chwili wrocil i powiedzial :- Prosze Pani , zrobimy jeszcze raz TK i poczekamy co na ten wynik powiedza w klinice
Meza odtransportowano na dol a podczas oczekiwania bombardowalam lekarza pytaniami :
- Co to znaczy krew w mozgu ?
- Czy to jest stara krew czy swieza ?
- Czy to jest bardzo niebezpieczne ?
- Czy mozliwa jest operacja ?
Pytaniom nie bylo konca. Przyszla lekarka, ktora opiekowala sie moim mezem . Probowala mnie uspokoic . Podczas tego gdy z nia rozmawialam maz wrocil z badania., pielegniarze wwiezli go do pokoju. Swieze krwawienia" - powiedzial lekarz. Spojrzalam na meza. Nareszcie zobaczyl mnie i usmiechnal sie. Bylam uszczesliwiona. - To poprzednie - to byl sen , przeciez on reaguje - pomyslalam z otucha. Zawstydzilam sie mojego zachowania i nabralam znowu zaufania do lekarza. Lekarz stal przy lozku , sprawdzal cisnienie krwi , tetno , oddech i powiedzial mezowi, iz nastapila poprawa. Przekazalam mezowi pozdrowienia od kolegow z pracy i dodawalam mu otuchy.Nie mowil nic do mnie ale dal znak , ze mnie zrozumial. Nagle ,chcial koniecznie wstac. Powiedzialam mu : Karol , nie wolno Ci wstawac, musisz lezec , kochanie Ale on chcial koniecznie wstawac. Zapytalam sie wiec. -Chcesz isc do toalety ? Skinal glowa. - Na duze posiedzenie ? . Znowu skinal.- -Nie wolno Ci wstawac i nie masz sie czego krepowac, zaraz przyjdzie pielegniarz. Zawolalam lekarza i wyjasnilam o co mezowi chodzi, po chwili przyszedl pielegniarz , podlozyl mu basen i poszedl.
Wkrotce potem mieli jakies nagle przyjecie , wszyscy biegali , lekarz zjawil sie znowu mowiac . Prosze Pani , Pani musi juz isc, Pani nie moze tutal dluzej zostac . Chcialam jeszcze wyjac basen mezowi ale mi nie pozwolil - To zrobi sanitariusz jak Pani maz bedzie gotow .
I tak- musialam pojsc. Nie dowiedzialam sie co przynioslo badanie i po drodze martwilam sie czy aby nie zapomna zabrac basenu. Kto wie co moze sie w nocy dziac ? Czy uwazali na mojego meza ? Czy maz probowal wstac w nocy z lozka po to aby oddac basen ? Dlaczego nastepnego dnia powiedziano mi, ze nie mozna ocenic jego stanu neurologicznego ?
Pomimo tego, iz podalam, ze moj maz byl w szpitalu Sw. Jana 21 -szego i 24-tego kwietnia i ze jego bole byly caly czas bardzo silne i nie do wytrzymania- w szpitalu Czerwonego Krzyza potrzeba bylo 36-ciu godzin aby dojsc do rozpoznania podejrzenia tetniaka lewej tetnicy srodkowej mozgu. Czy musialo dojsc do sennosci , dewiacji galek ocznych w lewa strone, sztywnosci karku i utraty oddechu ?
Krew w mozgu stwierdzono 26 kwietnia wieczorem i potwierdzono opinia z kliniki.
Dzisiaj pytam - jesli krwawienie podpajeczynowkowe jest tak niebezpieczne dlaczego nie przeniesiono mojego meza zaraz do tej albo do innej kliniki ?
Po raz nastepny ominela go szansa na przezycie.
Nastepnego dnia zadzwonilam do szpitala. Lekarz powiedzial mi : - Prosze Pani , maz Pani jest w drodze do drugiej Kliniki.. Zapytalam - Dlaczego ? a lekarz odpowiedzial .: Zrobimy u niego jeszcze specjalne badanie i w zaleznosci od tego maz Pani zostanie w tej drugiej Klinice albo wroci spowrotem. Niech sie Pani nie niepokoi i niech Pani zadzwoni jeszcze raz gdzies kolo pierwszej ." . To bylo wszystko. Oczywiscie nie moglam sie uspokoic. Jaka kobieta nie niepokoi sie w takiej sytuacji. Mialam nagle odczucie , ze chodzi tu o zycie albo smierc. Zadzwonilam do mojej siostrzenicy , Barbary, opowiedzialam jej wszystko. Dala mi adres tej drugiej Kliniki i powiedziala Ciociu , zaraz przyjade ! .
Zadzwonilam i moje obawy potwierdzily sie. Lekarz powiedzial mi przez telefon . Prosze Pani , musielismy meza reanimowac, zrobilismy TK i stwierdzilismy , ze u Pani meza pekl tetniak. Stan jest bardzo ciezki , prosze przyjechac . Wzielam taksowke i placzac pojechalam. Na korytarzu spotkalam lekarza, zawiozl mnie na piate pietro , na korytarzu piatego pietra wyjasnil mi co to jest tetniak i powiedzial . Niech Pani sie nie przestraszy gdy Pani zobaczy stan meza; jest podlaczony do respiratora; nie oddychal sam przy przyjeciu, wprowadzilismy go w sztuczna spiaczke . Potem poszedl. Czekalam dalej i nareszcie mnie wpuszczono. Zobaczylam meza - lezal bez ruchu, nie moglam z nim rozmawiac, oczy mial zamkniete, w ustach rurke , obok stal respirator i komputer. Po drugiej stronie kroplowki wypelnione i infusory wypelnione medykamentami. Wszedzie lezaly igly i strzykawki. Ostroznie wzielam reke meza i odezwalam sie : Karol, kochanie - to ja , Ewa, Twoja Ewa jest tutaj . Glaskalam jego reke majac nadzieje na jakakolwiek reakcje. Zwrocilam sie do lekarza opiekujacego sie mezem Dr Wolfa . Poprosil mnie , zeby wyjsc z nim na korytarz.Poprosilam go o rozpoznanie. Odpowiedzial - Prosze Pani , ze wzgledu na ciezki stan nie jestem w stanie postawic rozpoznania, stan Pani meza jest bardzo krytyczny". W zasadzie nic mi ni e powiedzial. Placzac, zrozpaczona zeszlam na dol. Spotkalam tam siostrzenice i opowiedzialam jej wszystko , takze to , ze lekarz nie udzielil mi zadnej informacji. Siostrzenica odparla : - " Ciociu , przeciez to nie do pomyslenia , ze lekarz nie udziela informacji . Pojechalysmy razem spowrotem na piate pietro. Ujrzawszy stan swego wujka siostrzenica poprosila Dr Wolfa o informacje. Otrzymala te sama odpowiedz co ja. Dr Wolf nie chcial nic wiecej dodac i powiedzial, ze powinnismy sie zwrocic do adjunkta neurochirurgii aby otrzymac informacje. Dr Wolf polaczyl sie sam telefonicznie z neurochirurgiem i po krotkim sporze przez telefon pomiedzy oboma lekarzami poprosil nas o opuszczenie oddzialu intensywnej terapii i poczekanie na neurochirurga w jednym z pokoi z przodu. Usiedlismy na kanapce i czekalismy. Po jakims czasie przyszedl. - Prosze Pani, stwierdzilismy, ze Pani maz ma wrodzona wade naczyniowa w mozgu - tetniak . - Co to jest tetniak ? - zapytalam. -
- Tetniaki moga nie powodoiwac zadnych objawow przez cale zycie ale moge sie ujawnic pomiedzy piecdziesiatym a szesdziesiatym rokiem zycia . Pani maz jest wlasnie w tym wieku. Siedzial przez cale zycie na beczce prochu . Stress , wysilek, wysokie cisnienie , wymioty, upadek , silne poty moga spododowac nagle zachorowanie.Tetniak powieksza sie z malego uwypuklenia i jezeli nie wykryje sie odpowiednio wczesnie poprzez TK moze dojsc do krwawienia podpajeczynowkowego, pekniecia tetniaka. Mozg brzeknie bo krew nie moze sie wydostac i naczynia obkurczaja sie.Tak powstaje olbrzymie cisnienie w glowie, vosospasmus. Wprowadzilismy Pani meza w spiaczke aby nie obciazac mozgu i mamy nadzieje , ze vasospasmus sie cofnie . Potem bedzie go mozna operowac, jesli nie dojdzie jeszcze raz do ponownego pekniecia -
Bylam przerazona. Objawy ktore mi lekarz opisal to byly objawy u mego meza. Dlaczego nikt nie wpadl na to ? Jak straszne bol e musial moj maz znosic i zaden z lekarzy , naprawde zaden mu nie wierzyl. A teraz maz lezal , bez ruchu.
Zapytalam lekarza - a co moze sie stac jesli dojdzie jeszcze raz do krwawienia ?" Odpowiedzial - Mozg przesuwa sie do tylu -. Zapytalam go wtedy - To oznacza smierc kliniczna ? - Odparl : - Mozg umiera , ale nie jest to jeszcze smierc, poniewaz inne narzady jeszcze funkcjonuja; niech sie Pani nie obawia - nie ruszymy go bez Pani zezwolenia -.
Moj maz walczyl ze smiercia przez trzy tygodnie. Wszysca starali sie bardzo o niego i o mnie.Nikt nie rezygnowal z walki nawet wtedy gdy doszlo do zapalanie pluc i przyszla goraczka. Podlaczono aparat do zastapienia funkcji nerki i walczono dalej o jego zycie. W koncu szala sie przechylila i szlo ku lepszemu. Nie tracilam nadziei. Zly los meza napewno sie odwroci - powtarzalam sobie ciagle . Za rada jednej lekarki kupilam mu odtwarzacz plyt kompaktowych i kompakty z muzyka klasyczna. Codziennie bylam przy mezu .Glaskalam go , mowilam do niego , obserwowalam monitory. Dodawalam mu otuchy i mowilam ciagle :.- Karolu , nie poddawaj sie , jestem przy Tobie tak dlugo jak mi tylko na to pozwalaja, kochanie nie zapomnij - kocham Ciebie i potrzebuje Cie." Opowiadalam mu co robilam w domu, balkon czeka na Ciebie . Najczesciej stalam godzinami obok niego glaszczac jego reke. Chcialam tylko zeby zauwazyl , ze jestem i ze nie jest sam pozostawiony swojemu losowi. Przez caly czas powtarzano badanie dopplerowskie az osiemnastego maja lekarz powiedzial : Prosze Pani , vasospasmu sie cofnal
Dziewietnastego maja miedzy 13 .00 a 15.00 zrobiono TK, ktore pokazalo ustapienie obrzeku mozgu i angiografie, ktora potwierdzila podejrzenie tetniaka.
Byla tak szczesliwa , ze do wiadomosci o tym , ze nerki znow nie funkcjonuja nie przywiazywalam wiekszej wagi.. Aparat byl znowuz przy lozku ale do 21.00, zanim poszlam , nie byl podlaczony. W mojej glowie krazyla tylko jedna mysl . Karol dal rade, lekarze moga go teraz operowac . Od miesiaca nie moglam sie usmiechnac. Teraz poczulam ulge, jedlismy i rozmawialismy razem ze szwagierka i zagralismy w karty. Gdzies miedzy polnoca a pierwsza polozylysmy sie spac.
Zadzwonil telefon. Oszolomiona wyskoczylam z lozka i uslyszalam po drugiek stronie sluchawki : Prosze Pani , tetniak u Pani meza pekl znowu. , w mozgu jest pelno krwi ,prosze, niech Pani zaraz przyjdzie ; to moga byc ostatnie minuty albo godzina w zyciu Pani meza . Maz byl znowu podlaczony do aparatu przejmujacego funkcje nerek a ja pytalam siebie --"dlaczego nie zostalas az do chwili kiedy go podlaczali do aparatu, a moze sie przestraszyl i cisnienie krwi za bardzo wzroslo ?"Nikt nie mogl mi dac odpowiedzi.
Krzywe na monitorze stawaly sie coraz slabsze i o 8.14 maz zmarl na moich rekach wskutek niewydolnosci sercowo- krazeniowej .
Jest to historia cierpienia czlowieka , ktory zawsze wypelnial swoje obowiazki i ktory nigdy w zyciu nie chorowal. Moj maz musial czekac 7 dlugich dni na wlasciwe leczenie i musial przy tym w pelni swiadomosci znosic pieklo na ziemi poniwaz nikt nie chcial mu uwierzyc.
Przeszedl przez wszystkie trzy stopnie krwawienia podpajeczynowkowego ( I, II i III)
az do utraty wlasnego oddechu. Nie ma sie co dziwic ze potym wystapil tak duzy vasospasmus, ze stal sie podsypiajacy, mial sztywnosc karku i zboczenie spojrzenia na lewo. Reszty objawow neurologicznych nie mozna bylo ocenic.
Prosze tylko sedziego o przywrocenie godnosci mojemu mezowi, ktory wytrzymywal tak straszny bol, a nikt mu nie wierzyl. Jak musial sie moj maz czuc w swojej duszy ?
Nikt nie moze mi zrocic meza lub przywrocic go do zycia. Chcialabym, zeby taka droga cierpienia nigdy sie nie musiala powtorzyc i zeby nie obchodzono sie tak lekkomyslnie z ludzkim zyciem.
Ewa Beck

Moderatorzy listy : moderatorzy@polscy-lekarze.com, HTML Design Jacek Kubica
|