Na krwawienia wewnatrzczaszkowe nie ma mocnych. Kazdy moze sie przejechac...
Nie tylko w postawieniu rozpoznania, ale takze i w leczeniu/prognozie.
Przypominam sobie swoj przypadek sprzed okolo dwoch lat :
-na oddziale psychiatrycznym (geriatrycznym, nota bene ) mialem babcie lat
okolo 85, jezeli dobrze pamietam. I nagle babcia zaczela dawac w kosc
pielegniarkom, zrobila sie spiaca, nie chciala jesc kaszki.
Mnie cos piknelo ( czy Was tez pika czasem cos ?) i kazalem zrobic scan komputerowy glowy.
Zyczliwy radiolog zadzwonil mi wieczorem do domu, ze babcia ma krwiaki
(dwa, po obu stronach, jak to bywa).
Wiec zadzwonilem z domu do szpitala i kazalem babcie wyslac do neurochirurga, na dyzur.
Rano przychodze na oddzial psychiatryczny , a babcia lezy sobie na lozku.
Co sie stalo : neurochirurg jak babcie zobaczyl to sie przestraszyl, ze
babcia ma dwa razy wiecej latek niz on sam i odeslal ja z powrotem na
oddzial psychiatryczny z uwaga, ze babcia nie przezyje jak ja zoperuje.
Ja z kolei dostalem ostrego ataku anxiety (leklica, po polsku, jak mniemam)
i moje cisnienie znowu skoczylo do gory.
Babcia w koncy wyzyla, wyszla ze szpitala na wlasnych nogach po paru tygodniach,
psychiatrzy lali ze strachu po nogach w miedzyczasie, ze im umrze.
Wyszla do domu starcow, po to tylko aby umrzec ze zlamana szyjka kosci
udowej pare tygodni pozniej.
Z kolei chcialbym odpowiedziec koledze chirurgowi z Polski na jego stwierdzenie:
>>W calym tym zamieszaniu ginie zupelnie osoba chorego,
>co prowadzi do takich
>sytuacji jak ta opisywane przez wdowe.
>Sadze, ze tekst jej listu
>powinien byc dla nas wszystkich bodzcem do zrobienia lekarskiego rachunku
>sumienia, uderzenia sie w piersi - czy aby moje postepowanie nie naraza
>moich chorych na niebezpieczenstwo.
>>Poniewaz jednak ktos musi
leczyc ludzi, preferuje sie rozwoj "omnibusow",
>ktorzy, szczegolnie pod
postacia polskich
>lekarzy rodzinnych szkolonych "krotka sciezka",
>sa
dokladna odwrotnoscia waskich specjalistow,
>czyli wiedza... nic o wszystkim.<<
Osobiscie nie uwazam, ze koncepcja GP/FP jest zla. Tylko ze ten GP/FP musi
pracowac rowniez w szpitalu. Po to aby sie pomeczyc z porodem, poasystowac
do nierozpoznanego wyrostka, poleczyc sobie streptokinaza zawal sciany
dolnej (prezentujacy sie jako ostry brzuch).
I popieram ta koncepcje z mego wlasnego doswiadczenia. Bo mam mozliwosc
kontrolowania wlasnych bledow .
Z kolei nie wiem, czy zwrociliscie uwage na orginalny tekst skargi :
>>"a po tym jak sie troche uspokoil poszlam do naszego lekarza domowego.
Lekarz przeprowadzil sie i nikt nie otwieral drzwi praktyki. Na drzwiach
byla kartka : „ Praktyke objela Pani Dr. Bruggemann „.
Zrozpaczona pobieglam spowrotem do domu , nie wiedzialam co mam robic i
jak mam pomoc mojemu mezowi. Po przyjsciu do domu zadzwonilam natychmiast
do mojej przyjaciolki ..<<
Dla mnie jest to interesujaca informacja.
Lekarz ogolny ( lekarz domowy) to nie tylko zwierze ktore powinno umiec leczyc kazda chorobe.
To rowniez osoba, ktora winna umiec pacjentem pokierowac. Ktora winna
podyskutowac ze specjalista, jak diagnoza sie cos nie zgadza z faktami.
Ja czesto pisze obszerny list (referral) do specjalisty, dostaje rownie
obszerna odpowiedz, nie zgadzam sie z nia i posylam pacjenta "po druga opinie".
Bo taka jest moja rola w tym systemie...
Odnosze wrazenie, ze w tym konkretnym przypadku zabraklo wlasnie tego GP/FP. Bo
pacjenta ciagano i spuszczano w dol bez ladu... W Kanadzie general practitioner (GP) bardzo czesto pracuje rowniez i w szpitalu. Po to aby moc wspoldzialac z lekarzem-specjalista w leczeniu pacjenta. Specjalista wnosi swoja specjalistyczna wiedze, a GP wnosi swoja znajomosc pacjenta, wystepuje niejako w roli "adwokata" pacjenta.
Oczywiscie taki uklad jest mozliwy tylko w systemie "fee-for-service" , ktory jest dominujacym w Kanadzie. System etatow dla lekarzy w tym przypadku zupelnie sie nie sprawdza.
I tylko zona byla jego adwokatem. Ale GP/FP bylby lepszym, jak mniemam.