Decydujac sie na przedstawienie tego tekstu wcale mi
nie chodzilo o pokazanie , ze zdarza sie blad lekarski.
Zdarza sie on
codziennie i to wszedzie i zaden kraj, zadna dyscyplina medyczna nie sa tu
wyjatkiem .
Interesuja mnie w tym zagadnieniu inne rzeczy :
Jak daleko ma lekarz " prawo " ( pisze w cudzyslowie) popelnic blad
diagnostyczny. Bo ma" prawo" !Czy ortopeda musi rozzpoznac krwawienie
podpajeczynowkowe ?. Czy lekarz ogolny musi zabezpieczac sie neurologiem ?
Kazdy z nas popelnil blad diagnostyczny - jako student, jako lekarz z
konsekwencjami albo bez .Czy umiemy sie przyznac do bledu ?
Nie ma chirurga
na swiecie ktory nie mialby swojego malego cmentarza calkiem prywatnego. I
tylko on jeden wie o tym .Gdzies zrobil za malo , gdzies zrobil za duzo i
wie sie doskonale , ze moglo byc inaczej , ze pacjent nie musial poniesc
uszczerbku albo miec tej lub innej komplikacji .
To co jest potrzebne to analiza takich sytuacji . To co jest potrzebne w
Polsce to zrozumienie koniecznosci audit ; rzeczowe , profesjonalne
omowienie kazdego takiego przypadku , kazdej komplikacji tak jak to jest
praktykowane np. w USA lub Kanadzie, ale nie udaje sie wprowadzic do
hierarchicznych struktur medycyny srodkowo- europejskiej .
Jest to bardzo
korzystny proces dydaktyczny . To jest dopiero quality control ze strony
medycznej. , ktore ma sens.
" Glupi" i " madrzy" lekarze sa na calym swiecie. Poglad , ze " wszyscy inni
sa madrzejsi " albo, ze lekarze w Polsce sa zli jest absurdalny, ale nie
zaprzeczam , ze wsrod na ogol intelektualnie nie bardzo rozwinietych osob
wystepuje nie tak znowu rzadko. Tyle , ze sa to osoby , ktore uwazaja, ze
w Polsce wszystko jest zle z wyjatkiem szynki .
Przedstawiony tekst zmusza mnie do rozmyslan na temat relacji miedzy
odpowiedzialnoscia moralna lekarza, a odpowiedzialnoscia wobec prawa.
Kazdy z lekarzy powiazanych z opisanym przypadkiem dzialal w dobrej wierze
wedlug swoich najlepszych mozliwosci, ale popelnil blad.
Dlaczego - z braku
wiedzy ? a moze tylko z braku doswiadczenia- a jesli tak to co powinien
zrobic? , ze zmeczenia ?, z powodu akceptacji rutyny albo schematu ? a moze
tylko moment slabosci i myslenie o prywatnych sprawach ( mam na glowie
przeprowadzke , musze szybko wracac , dam skierowanie i mam spokoj ) .
Jak
daleko " isc za pacjentem ( jak pisal kolega z Kanady ) ?, jak pewien jestem swojej
diagnozy - mysli mlody asystent -. ile razy osmieszylem sie robiac
niepotrzebny alarm ? - wobec tego teraz bede siedzial cicho . Rano bedzie
znowu burza - pamietam doskonale to nastawienie , ktore mlodzi koledzy z
Polski napewno mi potwierdza - Od adjunkta na porannej rozprawie :" I po co
Pan znowu przyjal tego pacjenta - trzeba go bylo odeslac. Adjunkt byc moze
mial racje, ale ten mlody kolega jako dyzurant byl " skonczony", lamaga ,
nie ma pojecia .