Chochla versus specjalisci





Adam ma racje, ze trzeba zbierac niecodzienne przypadki. Joanna z Norwegii pisze o stresujacych Ja ostrych dyzurach. Przypomnialo mi to poczatek mojej pracy w Centralnym Szpitalu Gorniczym w Bytomiu.
Byl chyba rok 1966 lub 67.
Ten szpital to byl troche wymysl Mitregi(owczesny minister gornictwa). Budynki przedwojennej Spolki Brackiej, 800 lozek ponad 150 lekarzy wszystkich specjalnosci (nota bene bez ginekologii), doskonale wyposazenie. Uwazalismy sie za najlepszy szpital na Slasku (i oczywiscie za najlepszych lekarzy).
I oto podczas mojego dyzuru, dobrze po polnocy wezwanie na Izbe Przyjec. Zaspany wchodze na Izbe i widze, ze wszyscy lekarzy dyzurni-cos z 15-tu, ciasnym wianuszkiem otaczaja pacjenta, ktory siedzi na taborecie. Przeciskam sie i nie wierze wlasnym oczom: Siedzacy na taborecie mezczyzna trzyma przed soba w obu wyciagnietych na cala ich dlugosc rekach olbrzymia chochle. Zakonczony hakiem trzonek (tez ogromny) chochli jest wbity w do prawego oczodolu ( pomiedzy galka i dolna powieka). Krew plynie strumykiem po policzku.
Na zrobionych juz zdjeciach rx wyraznie widac wlamanie do zatoki szczekowej i ten wielki zagiety hak w srodku.
Pytany co sie stalo wyjasnil slaska gwara, ze jego zona widzac go wracajacego po polnocy i bez wyplaty do domu zlapala za chochle i trzepnela go w glowe.
Ja ochetchnalem:"To nie moj przypadek niech sie nim zajmie neurochiurg". Neurochirurg:"To nie jest chory neurochirugiczny to cos dla laryngologa". Laryngolog: "Nic podobnego to przypadek okulisty"
Okulista: "Alez nie przciez wyraznie widac, ze to moj przypadek przeciez jest wlamanie do zatoki !" etc.
Internisci, neurolog, psychiatra i inni nic nie mowili ale wyraznie byli zadowoleni.
Jasne bylo, ze nikt nie wiedzial jak sie do tego zabrac i co zrobic. Zapadlo zenujace milczenie.
W tym momencie przecisnal sie do chorego mocno starszawy pielegniarz Slazak pracujacy na Izbie Przyjec. Powiedzial: "Pieronie cos ty se tu wrazil" poczym wyjal mu chochle z rak, zatoczyl nia luk w kierunku brzucha pacjenta, pociagnal do gory i wyjal. Patrzylismy cala pietnastka oniemieli. Potem okazalo sie, ze oko nie bylo uszkodzone a po kilku dniach pacjent wrocil caly i zdrowy do swojej zony.
Zapadlo mi to raczej komiczne zdarzenie w pamiec bo czulem zbiorowa bezradnosc nas -lekarzy "specjalistow".
Polski chirurg z Maroka


Drogi odwiedzajacy !
Jezeli masz ochote, mozesz zabrac rowniez glos w omawianych kwestiach.
Wystarczy kliknac tutaj.
Moderatorzy zastrzegaja sobie prawo do wyboru ( w calosci lub czesci) i opublikowania na WWW nadeslanych wypowiedzi.
Mozna zastrzec sobie anonimowosc wypowiedzi.

Copyright © 1998 & 1999 Dr. Adam Poradzisz
Most recent revision Monday,February 14th,1999 .