
W marcu minął rok od założenia przez Adama naszej listy. "Działamy" więc już całe dwanaście miesięcy. Nasza kilkunastoosobowa grupka rozrosła się do prawie 90 osób. A wciąż jest wielu nowych chętnych chcących do nas dołączyć. Nic dziwnego. Nasza lista jest przecież bardzo interesująca, żywa, ciekawa. A przede wszystkim wiarygodna, bo dostępna tylko dla lekarzy. I to jest chyba jej najważniejszą zaletą. Możemy we własnym gronie przedyskutować tematy i problemy nie martwiąc się, że kogoś urazimy. A omawialiśmy różne problemy. Wymieniliśmy sporo doświadczeń. Przez naszą listę przewinęło się ponad 3000 >messages< o łącznej objętości ponad 8 MB. Naszą internetową stronę odwiedziło od grudnia prawie 4000 osób. Pozwolę sobie więc na krótkie podsumowanie naszych dyskusji. Tak dla przypomnienia.
Zaczęliśmy od informacji, jak wygląda opieka medyczna w innych krajach. Okazało się, że poza granicami Polski wcale nie jest tak różowo, jak by nam się wydawało.
"... Wadze starają się oszczędzać na czym się da. Służba zdrowia na prowincji została okrojona o 40 % w ciągu
ostatnich lat. Od dwóch lat dostajemy z powrotem tylko to, co mieliśmy przedtem. Nie można zoperować od razu wszystkich, którzy powinni mieć zabieg. Są więc listy czekających..."- pisał nasz Kolega z Kanady.
"... Moja żona miała wymieniony trzy lata temu w szpitalu, w którym ja kiedyś pracowałem jeden staw biodrowy. Stan drugiego biodra również wymaga wymiany. W grudniu kolega ortopeda obejrzał i powiedział, że przeprasza, ale może to zrobić dopiero czerwcu., ponieważ do tego czasu ma już rozpisanych pacjentów..." napisał lekarz z Anglii.
A potem już potoczyło się szybko i swobodnie. Ruszył problem etyki zawodowej - "...lekarz zawsze powinien powiedzieć pacjentowi prawdę ale tak, aby nawet ta najgorsza prawda pozostawiała choremu nadzieję...". Było też o broni palnej - "...im więcej broni palnej, tym większe prawdopodobieństwo stania się jej ofiarą. A ofiarami są zarówno ci, których dosięga kula, jak i osoby pociągające za spust (i ich bliscy)...". Dowiedzieliśmy się, jak żyją nasi Koledzy w Skandynawii - "...lekarzy polskiego pochodzenia jest tutaj dość dużo. Zdaje się nawet jest to największa grupa lekarzy nie-tubylczych mająca tutaj dobrą opinię. Lepszą wśród pacjentów, nieco gorszą (może trochę z zawiści?) u kolegów po fachu. Bo gdy sytuacja zdecydowanie odbiega od rutyny, zaczyna wymykać się spod kontroli, wymaga natychmiastowych decyzji - zdaje się, że mając za sobż szkołę życia zawodowego "made in Poland" jesteśmy lepsi od wielu innych...".
Nie obyło się też, bo a jakże, od spraw bezpośrednio związanych z naszym życiem zawodowym. Pamiętny raport Balcerowicza, omawiający marnotrawstwo w służbie zdrowia w Polsce wzbudził wśród nas duże ożywienie -
"...wydaje się, że stwierdzenia Balcerowicza nie odbiegają daleko od prawdy. Niski stopień >obłożenia< łóżek szpitalnych wynika zarówno z oczywistego bałaganu jak i idiotycznych zasad rozliczania oddziałów szpitalnych. Tzw. >lekoosobołóżkodzień< - to kwota złotówek przeznaczona na jednego pacjenta leczonego w oddziale w ciągu jednego dnia. Jeśli do kliniki traumatologicznej trafia delikwent po ciężkim urazie to koszt jego leczenia kilkusetkrotnie przekracza kwotę na to przeznaczoną. Co robi wtedy kierownik tego interesu??? Nakazuje trzymać w klinice (z rozpoznaniem commotio cerebri) pijaczka, który dostał w knajpie po pysku i nic z tego nie pamięta, bo tak by? >nawalony<. Pijaczka trzyma się do trzech tygodni, obserwuje, daje jeść, ale nie daje się mu leków (...). Jeden taki pijaczek pozwala na sfinansowanie części leczenia naprawdę chorych ludzi...".
Zgopdziliśmy się z tym raportem, ale nie do końca -
"...Dowiadujemy się, że 65% kosztów placówek służby zdrowia to koszty osobowe, a same koszty personelu
lekarskiego stanowią około 15%, i że są to wartości porównywalne z wysokością udziału procentowego płac w
krajach OECD. Porównałem swój PIT za 12-miesieczną pracę w 1997 r. w szpitalu o randze Instytutu z analogicznym PIT-em w wersji holenderskiej za prace w roku 1996. Różnica - blisko 1000%. Czyżby ten mały kraj miał tak wysoki PKB?...".
Następnie przyszedł czas na Izby lekarskie -
"...Do negocjowania z instytucjami szpitalnymi, pracodawcami, Kasami Chorych , warunków pracy i płacy nie należy używać Izb Lekarskich. One nie są do tego. Do tego służą dobrowolne zrzeszenia lekarzy (w tym w przypadku zatrudnionych - związki zawodowe). Tak więc nie Izba Lekarska będzie organizować strajk. Nie Izba Lekarska będzie negocjowała płace lekarzy. Niech ręka Boska broni do tego popychać! W tym celu powinny powstać inne organizacje medyczne lub lekarskie. W ten sposób nie będzie się angażować autorytetu organów samorządu w sprawy taktyczne. Izby Lekarskie powinny być wyłącznie do tego aby środowisko lekarzy było silne, by nie było łamistrajków i partaczy....".
i na ubezpieczenia zawodowe od odpowiedzialności cywilnej lekarzy -
"...instytucja ubezpieczająca powinna poradzić panu Koledze, a nie inaczej i nie kto inny. Myślę, że warto ten sam list-zapytanie skierować do różnych ubezpieczalni. Dla zabiegowców stawka jest wyższa, wiec ubezpieczalnie będą zainteresowane takim interpretowaniem przepisów, aby jak największą ściągnąć składkę. Jej wysokość może być jednak różna w różnych ubezpieczalniach. Stąd ważne jest pisemne zdefiniowanie zakresu ubezpieczenia - bo tylko wtedy można dokonać porównań pomiędzy różnymi ubezpieczalniami...".
Dyskutowaliśmy również o zasadności strajku lekarzy w Polsce i w innych krajach -
"... 18 grudnia 1998 roku w całych Niemczech odbyła się akcja protestacyjna Związku Lekarzy Kas. W zgromadzeniu centralnym w Bonn wzięło udział około 4.000 lekarzy i przedstawicieli innych zawodów związanych z ochroną zdrowia. Większość praktyk lekarskich była w tym dniu zamknięta. Pracowali tylko lekarze dyżurni świadcząc usługi medyczne chorym w przypadkach nagłych zachorowań. Szpitale i inne instytucje zdrowotne pracowały normalnie. Z wyjątkiem prasy lekarskiej komentarze czołowych niemieckich gazet nie były zbyt przychylne. Najpoważniejsza berlińska gazeta codzienna - 'Der Tagespiegel' - komentuje strajk lekarzy pod tytułem 'Dzień ogłupiania społeczeństwa'. Wiec niech nikt w Polsce nie myśli, że w Niemczech jest lepiej. Jest także źle...".
oraz o lekarskich honorariach -
"... był u mnie w gabinecie prywatnym pacjent z anginą. Za krótkie badanie i wypisanie recepty wpisuje na rozliczeniu nr 1 czyli dla lekarza ogólnego 265 punktów. Przy wartości punktu 6,6 wynosi to 17,49 DM brutto, po odjęciu 30% kosztów prowadzenia praktyki zostaje około 12,- DM. Po odjęciu podatku (lekarze z reguły płacą 52%) zostaje niecałe 6,- DM czyli 12,- PNZ. Jeżeli zdążę przyjąć w ciągu godziny 5 takich pacjentów wyjdę na około 60,- PNZ netto, a wiec całkiem nieźle. Jeżeli do tej anginy ma pacjent jeszcze np. alergię i pogadam o tym z nim 10 minut, oraz o powikłaniach jakie może nieść angina dostane dodatkowo jeszcze za jednego pacjenta około 6,50 DM. Wtedy za takich 5 angin już jest ponad 130,- PNZ za godzinę. I to jest nasze Eldorado !!! Ale jeżeli ci sami pacjenci przyjdą nie daj Boże jeszcze na drugi dzień lub później - to już za wszystkich pięciu, bez względu jak długo będą chcieli ze mną rozmawiać, dostanę razem brutto 16,50 DM, tzn. netto około 6 do 7 DM, czyli 12,- do 14,- w PNZ...".
A skoro już o pieniądzach mowa. Pamiętacie, jak duże wzburzenie wywołała notatka jednego z Kolegów -
"...idzie o to, że my - Lekarze, jak każda inna grupa zawodowa, powinniśmy mieć określony cel działania (...). Każdy z nas powinien jednak wyznaczyć sobie granice, których nie należy przekraczać. Zobowiązuje nas do tego nasz zawód. Jesteśmy lekarzami wykształconymi w Polsce i o tym nigdy nam nie wolno zapominać. Godnie prezentując siebie pomożemy tym z nas, którzy działają poza Polska oraz wszystkim Kolegom w Polsce. Musze jednak zaznaczyć, iż omawianie na liście dyskusyjnej problemów medycznych nie jest u mnie rzeczą pierwszoplanową. Motywami, które pchnęły mnie za granice Polski były awanturnictwo i chciwość. Nic innego. W Polskim etosie kulturowym chciwość i awanturnictwo to są brudne słowa. Jednak nie na Zachodzie. Kolumb i Cabot byli awanturnikami i byli chciwi - a wiec nie wstydźmy się naszych motywów. U mnie na pierwszym planie jest zarabianie pieniędzy i inwestowanie. Ciułanie i duszenie grosza. Wyjechałem z kraju w 1969 r jako zupełny analfabeta w sprawach finansowych. Tutaj zacząłem od razu zarabiać rzetelnie, a od 1974 roku zarabiać wprost bajecznie jak na biednego chłoptasia z Polski...".
Ciekawe, czy dzisiaj, po kilku miesiącach reakcje byłyby tak samo ostre, czy może już nieco łagodniejsze. Co by jednak nie mówić, wspaniała jest ta nasza lista LEKARZE.
Mieliśmy też jednak jedną małą porażkę -
"...przed trzema laty spłonęło całe skrzydło szpitala w Czarnym Borze wraz z drogim aparatem rentgenowskim,
aparaturą do biochemii i inną. Dotychczas nie mamy żadnego aparatu rentgenowskiego. Szpital obsługuje zachodnie przedmieścia Wilna. Mieszkają tam przeważnie Polacy, a wśród nich dużo ludzi w starszym wieku, którzy muszą jeździć na badania do odległego o 15 km Wilna. Rozpoczęto już remont, ale tak jak i u was, wciąż jest na wszystko za mało pieniędzy. Jako budynek szpital jest niezły; wokół sosnowy bór, ale samym powietrzem nie da się wszystkiego wyleczyć...".
Chcieliśmy jakoś pomóc. Zamierzaliśmy kupić fibrosigmoidoskop. Niestety, nie udało się nam zebrać pieniędzy na ten zakup. Może w przyszłym roku?
W sumie jednak trzeba ocenić ten rok naszej działalności za udany. Informacje z naszej listy są często przedrukowywane i to zarówno przez prasę fachową (Lekarz Polski, Medyk) jak i ogólnopolską (Rzeczpospolita). Jesteśmy więc wiarygodni. Że informacje z naszej listy są interesujące dla naszych kolegów - lekarzy. Robimy więc dobrą robotę. I, co najważniejsze, robimy ją z przyjemnością. I tak trzeba trzymać. Życzę więc wszystkim kolegom dalszych owocnych dyskusji oraz, oczywiście, sukcesów i satysfakcji w pracy.
Lista dyskusyjna LEKARZE
opracował: lek. med. Grzegorz Kurdziel
Copyright(C): Lista dyskusyjna polskich i polonijnych lekarzy LEKARZE
Most recent revision April 02, 1999