Wigilia

Ktoś z Nas słusznie zauważył, że w ferworze dyskusji o problemach związanych z dyskusją o reformie ochrony zdrowia w Polsce zapominamy, iż nadchodzi czas pojednania - Wigilia. Dzień przed Świętami Bożego Narodzenia. Dzień najbardziej lubiany w polskich domach. Dzień, który wywołuje w nas chwilę melancholii i wspomnień. Ma swoją własną historię i swoją własną tradycję. Własną dla każdego z nas i wspólną dla nas wszystkich. Bo chociaż wychowaliśmy się w różnych częściach kraju i w różnych środowiskach wszyscy jesteśmy Polakami i dla wszystkich nas dzień ten kojarzy się z uroczystą wieczerzą, karpiem, choinką. Śniegiem za oknem, szopką betlejemska i uroczystą Pasterką. Myślę, że nam, mieszkającym w Polsce dość łatwo podtrzymać tą tradycję. Ale jak radzą sobie z tym nasi Koledzy - Polacy w innych krajach. Tak samo łatwo, czy może napotykają na jakieś problemy. A jeżeli mają kłopoty, to jakie? Zacznijmy może od naszych sąsiadów zza zachodniej granicy:

"... Francuzi obchodzą wigilie w restauracjach. U nas, w Niemczech - jako w kraju w większości ewangelickim - cały okres świąteczny zaczyna się na 4 tygodnie przed świętami, czyli w tzw. Adwencie. Są to cztery adwentowe niedziele przed Bożym Narodzeniem. W prawie każdej miejscowości, a już z pewnością we wszystkich miastach i miasteczkach, na każdy weekend otwiera się jarmark świątecznym ze straganami, w których rękodzielnicy oferują swoje wyroby (świąteczne ozdoby, stragany z grzanym winem z korzeniami, karuzele dla dzieci, pierniki itp.). Słynne są te świąteczne jarmarki zwłaszcza w Lubece i Norymberdze (mają tam najlepsze pierniczki). Spacer po jarmarku jest ulubionym zajęciem wielu rodzin na weekend. Tradycją jest, że w pierwszą niedziele adwentu kupuje się do domu wieniec z gałązek choiny (z szyszkami lub bez). Na wieńcu umieszcza się 4 świeczki i w każdą kolejną niedziele zapala się jedną świeczkę. Drugim zwyczajem - mało znanym w Polsce - jest umieszczanie w oknach światełek - białych lub kolorowych gwiazdek migających albo i nie. Przejeżdżając wieczorem przez Berlin w tysiącach okiem widzi się te światełka. Ja to lubię, moja żona nie, bo czasem nadmiar tych migoczących światełek sprawia wrażenie, że człowiek znajduje się w dzielnicy specjalnych przyjemności. Ale to sprawa gustu. Z tego powodu nie ma u mnie światełek, ale przejęliśmy zwyczaj wieńca adwentowego i talerza z pierniczkami, który jest napełniany przez cztery tygodnie.
Sama wigilia w Niemczech jest skromna i tradycją jest (jak może być inaczej) sałatka kartoflana, śledź i kiełbaska. Pierwszy dzień Świąt to gęś z pyzami - tzw. 'Klöse'. Ale u nas w domu jest oczywiście karp. Zresztą tutaj, w Niemczech karpi jest zatrzęsienia, więc nie ma z tym problemu. Co do reszty świątecznego menu to wygląda to u nas tak: barszcz i zupa grzybowa (ja zawsze żądam czystego czerwonego barszczu na święta - ta, ja ze Lwowa - chociaż tu popełniamy mały grzech; nie przepadam bowiem za całkiem postnym i bardzo kwaśnym barszczem, a doskonały barszcz można zrobić bez uprzedniego kiszenia buraków kombinując buraki z woda po kiszonych ogórkach ze słoika z bulionem i odrobiną soku z cytryny. Potem trzeba go tylko trochę przyprawić. 'Abschmecken' - czyli doprawianie barszczu jest w moim mniemaniu najwyższa sztuka kucharska. Trzeba dodać listek ziela, i ziarnko pieprzu. Czasem wychodzi czasem nie, ale robi się bardzo szybko. Zupa grzybowa to dla żony. Pochodzi z centralnej Polski i uważa, że wigilia bez zupy grzybowej to nie wigilia). Są wiec dwie zupy. Potem karp w galarecie z chrzanem ze śmietana i bułeczka i drugi karp - robiony "po żydowsku" (ale ten jest konsumowany w pierwszy dzień Świat). Po karpiu w galarecie - karp smażony z sałatka z czerwonej kapusty. Następnie pierogi faszerowane grzybami lub grzybami z kapustą. Kilka razy udało mi się przeforsować kutie, ale żona za nią nie przepada. A potem już nic nie mogę. Chociaż na deser muszę chociaż spróbować kompotu z suszonych śliwek i fig. Dalej mogę już tylko 'dziubać' w ładnie udekorowanym talerzu, na którym są pierniki, pomarańcze, mandarynki, marcepany itd. Na koniec herbata i domowej roboty makowiec (zawsze już nieco uszczknięty, bo jak nic nie dają do jedzenia w ciągu całego dnia to trzeba go przecież wcześniej trochę spróbować). Po herbacie i makowcu idzie się na pasterkę. Ale przyznam się, że czasem 'wagaruję', bo nie mogę się ruszyć...".

Tak jest w Niemczech. A jak wygląda sytuacja naszych Kolegów na drugim kontynencie:

"... Mimo odmiennej tradycji amerykańskiej, my w dalszym ciągu przede wszystkim obchodzimy wigilie i wtedy to dzieci dostają prezenty. Pasterka jest, a jakże, o północy (tylko że po hiszpańsku). Staramy się więc kontynuować polską tradycję, tyle że czasem bez karpia. W Toronto można jeszcze dostać karpia (ale to nie taki sam jak w Polsce - wielki i śmierdzi mułem). W Nowej Szkocji o karpia jest już trudno. Więc musieliśmy zamienić karpia na łososia. Poza tym jednak mamy podobne dania, jak w Polsce. Jest więc barszcz czerwony z uszkami (barszcz kwaśny - z octem i magii; uszka nadziewane grzybami, które zbieramy na tyle domu), kapusta kiszona z grzybami (oczywiście zasmażana), sałatka warzywna, śledź (w rożnych postaciach - w occie, w oliwie i w śmietanie). Pamiętamy, aby zostawić jedno dodatkowe nakrycie dla wędrowca i położyć sianko pod obrusem. Oczywiście są też opłatki (często jednak pokruszone, bo przesłane z Polski). W tle polskie i miejscowe kolędy, a w jednym z kątów pokoju - choinka...".

"... No, no. Dania, że paluszki lizać. U nas karpia nie ma. Musi go zastąpić pstrąg. Poza tym tuńczyk atlantycki, zarówno wędzony jak i z rusztu (zresztą oba wspaniałe!). Kutia - oczywiście (żona jest z rzeszowskiego). Kapusta z grzybami, a jakże ... Inne ciekawostki to to, że domy stroi się tutaj w światełka. Niektórzy zawieszają do 500 żaróweczek. Wygląda to obłędnie wieczorem. Ale oczywiście żre prąd jak cholera ... Przed niektórymi domami stoją cale wystawy takich oświetlonych figurynek...".

Oczywiście wigilia to nie tylko sama wieczerza i jedzenie. Staramy się zachować przy okazji także inne nasze tradycje. O niektórych z nich była już tutaj mowa. O innych nie. Więc przypomnijmy je jeszcze raz:

"... po pierwsze każą mi się ubrać. Chociaż cały dzień się siedzi w domu to żona zabrania siedzieć przy stole w pantoflach i musze 'ubrać buty' ( te lwowskie - które gniotą przez cały wieczór). Wymaga się również ode mnie założenia krawata. Na stole biały obrus i opłatek. Pod obrusem trochę sianka i rybia łuska. Wczesne popołudnie spędzam na jedynej kucharskiej czynności w moim życiu, która polega na wyrabianiu ciasta na uszka i napełniania ich farszem grzybowym (z prawdziwków, bardzo drogich w Niemczech - więc kupujemy po drugiej stronie Odry). Rytuał jest taki : 'No zrób już to ciasto' - a ja na to : 'zaraz , zaraz...'. Za chwilę: 'No zrób już to ciasto, bo nie zdążysz!'. A ja znowu : 'zaraz , zaraz..'. I zawsze jakoś zdążę...".

Tyle o tradycji, o naszych sąsiadach i o zimnej północy. Dla odmiany przenieśmy się do bardziej ciepłego kraju - Południowej Afryki:

"... Nie mogłam się oprzeć, by nie skomentować Twoich butów i krawata podczas Wigilii, przecież nie masz zupełnie powodu do narzekania. Pomyśl tylko o naszych panach zasiadających do tradycyjnego polskiego stołu wigilijnego przymusowo w butach i krawacie, a do tego jeszcze popijał tradycyjny gorący czerwony barszczyk (a oni by chcieli siedzieć w kąpielówkach, bo temperatura wynosi około 30oC, a wilgotność 80 lub więcej procent - czyli mniej więcej tak jak byś się ubrał w garnitur i poszedł do łaźni 'steam bath' - nie do sauny, bo tam jest bardziej sucho). Jeśli chodzi o karpia to czasami, gdy się poprosi, można go zdobyć od łowiących (bo tutejsi rybacy "takiego byle czego" nie jedzą) albo można samemu próbować go złowić. Mnie tutejszy karp smakuje zupełnie dobrze, niestety najczęściej rożne inne ryby musza udawać karpia (a tak poza tym taka ryba na stole też za długo nie poleży z przyczyn wymienionych wyżej). Wszystkie inne etapy Wigilii, takie jak dzielenie się opłatkiem, 12 dań na stole, wręczanie prezentów itp. odbywa się u nas zgodnie z tradycją, ale dodatkowo w towarzystwie Zuluski. Jeśli chodzi o tubylców to nie wiem o których pisać - Anglikach , Afrykanerach, Zulusach, Hindusach ('hindu' czy 'muslimach'), czy może jeszcze innych. Ale jedno jest wspólne - wszyscy mamy wtedy dni wolne od pracy, a wszystkie dzieci czekają na prezenty (tylko nie jestem pewna, czy ten Pan, który rozdaje prezenty zawsze nazywa się tutaj Mikołaj...".

Nie zawsze jednak nasze tradycje wigilijne przebiegają na obczyźnie tak bezproblemowo. Niekiedy nasi Koledzy, a zwłaszcza koleżanki, mają jednak pewne problemy:

"... Podstawą Bożego Narodzenia w Anglii (wigilia nie jest tutaj tak ważna) jest oczywiście nieśmiertelny indyk. My jednak staramy się utrzymać tradycję wigilii, którą urządzamy wspólnie ze znajomymi. Zawsze na kogoś wypada kolejka. W zeszłym roku była u mnie w domu, teraz jestem zaproszona. Nie ma problemu z zakupami, gdyż mamy polskie sklepy. A karpia sprzedają nawet w supermarketach. Pasterka o północy w polskim kościele...".

'... W tym roku, niestety, nie mogę pojechać do domu. Święta spędzę z przyjaciółmi, nie przywiązującymi specjalnej uwagi do żadnej tradycji. Mam jednak zamiar przeforsować choinkę. I co najważniejsze zabieram się za barszcz z uszkami. Sama! Po raz pierwszy w życiu! Nie wiem jak to będzie, bo jak ciasto zrobić bez jajka? Trzymajcie więc za mnie kciuki...".

Na koniec, dzięki jednemu z kolegów Lekarzy na naszej liście chciałbym wszystkich Państwa zaprosić na wigilijne strony internetowego wydania Polish Suburban News, które wlaśnie stworzył. Proszę więc zajrzeć pod adres -


http://www.polishnews.com/fulltext/christmas/index.htm

gdzie znajdziecie:

- kolędy polskie i angielskie (tekst + dźwięk MIDI)
- przepisy wigilijne
- historie i eseje do poczytania w przededniu wigilijnej wieczerzy.

Strony są częściowo po polsku, częściowo po angielsku.

Zapraszam więc serdecznie, pozdrawiam i życzę wszystkim

WESOŁYCH ŚWIĄT.

 

 



Lista dyskusyjna LEKARZE

opracował:
lek. med. Grzegorz Kurdziel
rysowała: Katarzyna Kurdziel


Copyright(C): Lista dyskusyjna polskich i polonijnych lekarzy LEKARZE
Most recent revision December 24,1998