
"...Idzie o to, że my - Lekarze, jak każda inna grupa zawodowa, powinniśmy mieć określony cel działania (...). Każdy z nas powinien jednak wyznaczyć sobie granice, których nie należy przekraczać. Zobowiązuje nas do tego nasz zawód. Jesteśmy lekarzami wykształconymi w Polsce i o tym nigdy nam nie wolno zapominać. Godnie prezentując siebie pomożemy tym z nas, którzy działają poza Polska oraz wszystkim Kolegom w Polsce. Musze jednak zaznaczyć, iż omawianie na liście dyskusyjnej problemów medycznych nie jest u mnie rzeczą pierwszoplanową. Motywami, które pchnęły mnie za granice Polski były awanturnictwo i chciwość. Nic innego. W Polskim etosie kulturowym chciwość i awanturnictwo to są brudne słowa. Jednak nie na Zachodzie. Kolumb i Cabot byli awanturnikami i byli chciwi - a wiec nie wstydźmy się naszych motywów. U mnie na pierwszym planie jest zarabianie pieniędzy i inwestowanie. Ciułanie i duszenie grosza. Wyjechałem z kraju w 1969 r jako zupełny analfabeta w sprawach finansowych. Tutaj zacząłem od razu zarabiać rzetelnie, a od 1974 roku zarabiać wprost bajecznie jak na biednego chłoptasia z Polski...".
Tak napisał kilka tygodni temu jeden z naszych Kolegów. W moich, a myślę że także w Waszych, rozmowach z przyjaciółmi, znajomymi, kolegami często pada pytanie: czy rzeczywiście najważniejszym powodem wyjazdów polskich lekarzy z kraju jest chęć szybkiego wzbogacenia się i zrobienia finansowej kariery. Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Trudno, ponieważ problem jest złożony. Na pewno chcemy lepiej zarabiać. Ale na pewno chcemy też czegoś się nauczyć. Pogłębić naszą wiedzę. Poznać nowe techniki leczenia. Nietrudno się więc domyślić, że list naszego Kolegi wzbudził duże ożywienie wśród uczestników listy. Niektórzy z nas prawie oburzyli się -
"... Przykro, że nazywasz nas 'awanturnikami i chciwcami'. Jakże mało o nas wiesz i jak bardzo się mylisz! Porównywanie nas do 'Kolumbów' mnie osobiście się podoba. Sam 'odkryłem' Nową Zelandię, lecz jak do tej pory kraju tego nie 'złupiłem' i chociaż byłem biednym chłopcem z Galicji moje życiowe credo pozostało diametralnie inne. Woda sodowa do głowy tez jeszcze mi nie uderzyła...".
"... Każdy z nas miał jakieś powody, dla których zdecydował się wyemigrować, ale na pewno nie wszyscy opuszczaliśmy Polskę kierując się chciwością czy poszukiwaniem przygód. Krótko mówiąc: nie czuję się chciwą awanturnica. Wyjechałam z Polski, ponieważ nie widziałam żadnych perspektyw na pracę w szpitalu. Priorytety przy wyborze kraju docelowego były następujące: 1/ widoki na pracę 2/ niska przestępczość 3/ sensowny system edukacyjny 4/ dobre finansowanie i dostępność opieki zdrowotnej...".
"... Moja historia opuszczenia Polski ma się do chciwości i poszukiwania przygód jak pięść do nosa. Ruszyłem 'odkrywać' Finlandię bo... musiałem. Cóż, małżonka na warunki pracy w Polsce zaproponowane jej po całej edukacji powiedziała - NIE. A ja, głosem serca gnany, ruszyłem za nią ku łosiom i reniferom. Jednak zbijanie fortuny... Finlandia - zły to adres. Są inne kraje, gdzie przynajmniej język nie jest problemem, a poczucie wartości i dumy narodowej nie jest tak naciągnięte jak tutaj...".
Inni, mniej lub bardziej śmielej stwierdzili, że coś w tym zarabianiu pieniędzy i inwestowaniu jednak jest. Może bez awanturnictwa, bez chciwości, ale ... i pieniądze odegrały pewna rolę w ich decyzji o pracy poza krajem -
"... Może i jestem awanturnicą, ale na pewno nie chciwą. Motywy mojego wyjazdu z kraju były podobne - brak pracy. Nie czuję się również Kolumbem. Jeżeli chodzi o zbijanie fortuny, to ten sposób myślenia jest mi obcy. Za parę miesięcy kończę swoją przygodę z praca naukowa i laboratorium. Po uzyskaniu doktoratu przystąpię do nostryfikacji dyplomu. Czeka mnie dużo pracy, niełatwa droga, żądza szybkiego wzbogacenia się nie wchodzi w rachubę. Może się wygłupię, ale mnie medycyna FASCYNUJE. I mam nadzieje, że potrafię dojrzeć w pacjencie CZŁOWIEKA, nie tylko źródło pieniędzy. Chociaż, jak każdy, też je lubię...".
"...Myślę, że określenia 'awanturnicy' i 'chciwcy' są raczej figura retoryczna. Bo tak na dobra sprawę skok do nieznanego kraju (w moim przypadku dosłowny, bo bez znajomości angielskiego) można by z pewnym przymrużeniem oka określić jako awanturnictwo. Że się powiodło - to już inna sprawa. A 'chciwość' - nie ukrywam iż przyjechaliśmy tutaj, aby dać lepsze szanse życiowe naszym dzieciom. W tym również i materialne. W Polsce klepałem biedę jako anestezjolog. Tutaj problem 'wdzięczności pacjenta' praktycznie nie istnieje, bo zarabiam oficjalnie wystarczająco dużo...".
Więc tak naprawdę dlaczego właściwie wyjeżdżamy? Dla pieniędzy czy dla nauki? Niby proste pytanie, ale jakże trudno na nie odpowiedzieć tak, aby kogoś nie urazić. Aby nie nadać cytowanym wypowiedziom niezamierzonego sensu. Można jednak zaryzykować twierdzenie, że wyjeżdżamy z kraju gnani zarówno żądzą wiedzy, zdobywania nowych umiejętności, jak i chęcią ułożenia sobie życia w dostatku. Aby móc dobrze dbać o zdrowie naszych pacjentów chcemy normalnych warunków pracy, które zapewnią nam dostatnie życie, szacunek pacjentów i bezpieczne spokojne życie na przyszłość (tak, tak - każdy z nas kiedyś będzie na emeryturze). A tego, jak na razie, nasze państwo nam nie zapewnia. I właśnie dlatego niektórzy z nas wyjeżdżają. Ci najodważniejsi. Ci, którzy nie boją się podjąć ryzyka pracy w nieznanym kraju. Ci, którzy wierzą w swoje umiejętności i szukają swojej szansy w życiu. I ja nie widzę w tym nic złego. Jedynie życzyłbym im, i sobie również, aby kiedyś, w przyszłości, tą szansą była praca w naszym ojczystym kraju.
Lista dyskusyjna LEKARZE
opracował: lek. med. Grzegorz Kurdziel
Copyright(C): Lista dyskusyjna polskich i polonijnych lekarzy LEKARZE
Most recent revision Sunday, November 08,1998