Zbliżający się czas wprowadzenia w Polsce zmian organizacyjnych
w ochronie zdrowia wywołuje dość wyraźne emocje wśród lekarzy. Nerwowe
działania nie ominęły też naszych lekarskich Izb, potęgując niepokój oczekiwania
i niepewność jutra. Nic więc dziwnego, że jednym z ostatnich tematów naszej
dyskusji były Izby Lekarskie, a dokładniej ich nie zawsze zgodne z naszymi
oczekiwaniami decyzje i daleki od oczekiwań sposób działania:
"... Jak wygląda styl pracy Izb przekonać może się naocznie każdy,
kto teraz i do końca roku zgłosi się do warszawskiej Izby na ul Grójecka.
Dawno nie widziany tłok, arogancja urzędników oraz naszych przedstawicieli,
zdenerwowanie, wielogodzinne oczekiwanie, wielokrotne zgłaszanie się zwykłego
doktora. Interesanta odsyła się tam na przyszłe terminy. Dostęp do archiwum,
gdzie uprzednio składano wszystkie dokumenty jest 'chwilowo niemożliwy'.
Dostęp do księgowości aby sprawdzić opłatę składek też niemożliwy. Żąda
się składania zeznań skarbowych za ostatnie 3 lata, aby potwierdzić te
opłaty, co jest moim zdaniem nieprawnym wnikaniem w tajemnice osobistych
dochodów doktorów. Słowem, piramidalny bałagan, niekompetencja i arogancja.
I wszystko za nasze pieniądze. Na koniec należy jeszcze wnieść opłatę,
która jest w wysokości miesięcznych poborów lekarza stażysty. Oto i 'nasze'
Izby, w których tylko oficjele maja się chyba dobrze. Nawet za najgorszych
czasów komuny w Ministerstwie Zdrowia można było sprawniej cokolwiek załatwić
choć i tam nic nie można się było dowiedzieć przez telefon ani nikt również
nie odpowiadał na korespondencję. Od wielu lat ja i moi koledzy staraliśmy
się załatwić 'certyfikat gabinetu prywatnego'. Ale wszystkie staranie przez
te lata - listy i osobiste stawianie się przed Wysokimi Urzędnikami nie
przynosiły żadnego efektu, mimo podań do wszystkich Prezesów i Przewodniczących
/korespondencja do wglądu/. Aż wreszcie sprawa obecnie, po latach, rozwiązała
się sama - tzn. zdezaktualizowała...".
.
"... Tegoroczna absolwentka jednej z AM wybrała się do rejonowej
siedziby OIL (40 km w obie strony) aby uzyskać prawo wykonywania zawodu.
Nic nie załatwiła, ponieważ jej zaświadczenie o stanie zdrowia było podpisane
przez 'lekarz chorób wewnętrznych - specjalista chorób płuc', a nie 'specjalista
chorób wewnętrznych' lub 'specjalista medycyny pracy'. Podobnie nic nie
załatwiła (znowu 40 km), gdy przedstawiła zaświadczenie lekarza uprawnionego
do badań profilaktycznych. (niestety, obok pieczątki lekarza uprawnionego
do badań profilaktycznych przystawił swoją pieczątkę 'lekarza medycyny
pracy'). Uprzejma panienka w Izbie wytłumaczyła, że zaświadczenie jest
nieważne ponieważ MUSI to być zaświadczenie od 'specjalisty internisty'
lub 'specjalisty medycyny pracy', a nie od innego lekarza...".
W/w zaświadczenia lekarskiego o zdolności do wykonywania zawodu lekarza żąda się na podstawie uchwały NRL 104/97/II (http://www.nil.org.pl/nrl/legislacja/uc260997.htm). Dbałość wykazywana o nasze, lekarskie, zdrowie jest godna pochwały. Ale można by ją okazać w inny sposób. Niekoniecznie od razu trzeba łamać rozporządzenie ministra zdrowia i opieki społecznej z dnia 30 maja 1996 roku w sprawie przeprowadzania badań lekarskich. I pewnie dlatego jeden z Kolegów napisał:
"... rozporządzenie NRL w tym jednym punkcie jest prawnym idiotyzmem powodującym opisane wyżej następstwa Jako szary członek Izb Lekarskich informuję moich przedstawicieli o idiotycznym rozporządzeniu i oczekuję, że wpłyną na jego zmianę ...".
Oby. Oby nie okazała się prawdą wypowiedź innego naszego Kolegi:
"... ale władze Izb nie chcą naszych działań - wola nasze składki i nami rządzić! Takie mam wrażenie - może się mylę, jednak chciałbym zwrócić uwagę, że moja aktywność (...) wskazuje, że nie jestem tylko krzykaczem i krytykantem lecz trochę konstruktywnych działań także potrafię zrobić. Te działania od 1993 roku spotkały się z przychylnością wielu środowisk lekarskich i nie lekarskich z wyjątkiem dyrekcji mojego własnego szpitala i Izby Lekarskiej...".
Niezadowolenie spowodowane takimi działaniami niepotrzebnie rodzi wątpliwość w sens i potrzebę istnienia naszych Izb, a nawet w ich legalność:
"... W demokratycznym kraju każdy obywatel ma zagwarantowaną wolność zrzeszania się. Polska jest >demokratyczniejsza<, gdyż niektóre grupy zawodowe oprócz wolności zrzeszania się maja zagwarantowaną ustawowo przynależność do pewnych organizacji (...). W moim przekonaniu ustawa o Izbach Lekarskich jest niezgodna z Konstytucją. Konstytucja RP gwarantuje wszystkim obywatelom wolność zrzeszania się (Art. 58). Natomiast ustawa o Izbach Lekarskich, podrzędna do Konstytucji RP, nakazuje wszystkim lekarzom pragnącym wykonywać swój zawód przynależność do Izby. Cytuję:
Rozdział 3
Art. 12.
1. Na listę członków okręgowej izby lekarskiej wpisuje się lekarzy
spelniających łącznie następujące warunki:
1) posiadających prawo wykonywania zawodu lekarza,
2) zamierzających wykonywać lub wykonujących zawód na obszarze działania
izby.
2. Lekarzy spełniających warunki określone w ust. 1 pkt. 1, lecz nie
wykonujących zawodu, wpisuje się na listę na ich wniosek.
Zwróćcie uwagę, Koleżanki i Koledzy - 'wpisuje się' - jest to potwierdzenie obligatoryjnej przynależności do Izby. Dlatego w moim przekonaniu ustawa o Izbach Lekarskich stoi w sprzeczności z Art. 58 Konstytucji RP...".
Czym są więc Izby Lekarskie. W założeniu prawnym Izby Lekarskie są samorządem lekarskim:
Art. 1.
1. Tworzy się samorząd lekarzy.
2. Samorząd lekarzy jest niezależny w wykonywaniu swych żądań i
podlega tylko przepisom ustawy.
3. Jednostkami organizacyjnymi samorządu lekarzy posiadającymi osobowość
prawna są: Naczelna Izba Lekarska i okręgowe izby lekarskie.
Ale czy nasze Izby są rzeczywiście naszymi samorządami i czy są nam potrzebne:
"... Wydaje mi się, że Izby Lekarskie nie są na razie organami samorządu lekarskiego ( choć nimi powinny się stać). W teorii organa samorządu ( w tym Izby Lekarskie) winny stanowić odpowiednik średniowiecznej, mieszczańskiej organizacji cechów. Tak, tych właśnie rzemieślniczych cechów zrzeszających rzemieślników (warto przypomnieć, że tylko osoba zrzeszona w cechu miała prawo robienia chleba, sprzedawania butów, strzyżenia włosów itp.; osoby nie należące do cechu mogły wypiekać chleb, sprzedawać buty, strzyc włosy - ale musiały to robić poza granicami miasta. I nazywały się takie osoby PARTACZAMI). Cechy aktywnie brały udział w wymuszaniu jakości produkcji i usług Jeśli ktoś produkował kiepski towar lub świadczył niskiej jakości usługi podlegał karom (wymierzanym przez sąd cechowy). Z drugiej jednak strony cechy, chcąc wymusić dla swoich członków przywileje cechowe, zawzięcie tępiły PARTACZY...".
"... Można powiedzieć, że Izby Lekarskie nie cieszą się popularnością
(przynajmniej obecnie). Ich odpowiedniki w innych krajach też nie są lubiane.
Ale Izby to jedyna droga do tego, abyśmy to my właśnie dopuszczali do zawodu,
a nie robił to organ administracji państwowej. Bo lekarz wojewódzki, będąc
dysponentem budżetu państwa na swoim terenie, wcale nie ma interesu, aby
nasze dobro popierać. On właśnie będzie się starał, aby PARTACZY mieć na
liście płac. Bo zapłaci im mało. PARTACZE będąc uzależnieni od lekarza
wojewódzkiego jemu nie podskoczą. W sumie wiec są dwie ewentualności -
albo administracja będzie dawać licencje i wymierzać odpowiedzialność dyscyplinarną
albo będziemy to my sami robili - poprzez wybieralne Izby...".
Jakie więc, naszym oczywiście zdaniem, powinny być Izby Lekarskie:
"... Lekarze też mają prawo do obrony, nie tylko w sprawach czysto medycznych, przed rożnymi >roszczeniowymi< osobnikami i w tej materii powinni być wspomagani przez swoje organizacje. W praktyce wygląda to rożnie...".
"... W szczególności musza się odciąć wyraźnie od jakichkolwiek opcji politycznych lub ideologicznych. I nie wdawać się w drobiazgi. Myślę tutaj szczególnie o znanej rezolucji na temat aborcji i uchwalaniu kodeksów etycznych. Wcale nie powinny zajmować się pyskówkami z władzami na temat funduszów na ochronę zdrowie, brakiem lekarzy w terenach wiejskich itp ...".
"... Do negocjowania z instytucjami szpitalnymi (pracodawcami, Kasami Chorych) warunków pracy i płacy nie należy używać Izb Lekarskich. One nie są do tego. Do tego służa dobrowolne zrzeszenia lekarzy (w przypadku zatrudnionych - związki zawodowe). Tak wiec nie izba lekarska będzie organizować strajk. Nie izba lekarska będzie negocjować płace lekarzy. Niech ręka Boska broni do tego popychać! W tym celu powinny powstać inne organizacje medyczne lub lekarskie. W ten sposób nie będzie się angażować autorytetu organów samorządu w sprawy taktyczne. Izby Lekarskie powinny być wyłącznie do tego, aby środowisko lekarzy było silne, by nie było łamistrajków i partaczy...".
A czy przynależność do Izb Lekarskich powinna być obowiązkowa dla polskiego lekarza?
"... W wielu krajach przynależność do Izby Lekarskiej jest obowiązkowa. Nie można liczyć na żadną pomoc z nikąd nie będąc w Izbie Lekarskiej. Zabezpieczenie emerytalne też jest przy Izbie obowiązkowe, ustawowe i nie można z tego się w żaden sposób wywinąć! Czy to dobrze czy źle? Społeczeństwa cywilizowane musza się liczyć z pewną przynależnością i regulacja odgórną (...). Izby mają swoje wady, ale maja również plusy! Nikt nic innego i lepszego jeszcze nie wymyślił. Najlepszy na todowód to fakt, że komuniści jako pierwsze po zdobyciu władzy zlikwidowali Izby Lekarskie. Więc zamiast krytykować może lepiej będzie aktywniej w nich działać - kolego?...".
Jesteśmy dumni, że jesteśmy lekarzami. Chcemy mieć swoje samorządy, które będą nas wspierały. Gdzie znajdziemy zrozumienie i pomoc w ciężkich chwilach. I dlatego marzy mi się, aby przynależność do Izby Lekarskiej była zaszczytem. Aby chwalić się nią. Aby stwierdzenie - jestem członkiem Izby Lekarskiej - dawało satysfakcję lekarzowi i poczucie bezpieczeństwa jego pacjentom.
"Multis itaque prosunt dicendo, quae non faciunt, sed longe pluribus
prodessent faciendo, quae dicunt"
wrzesień 98
opracował: lek. med. Grzegorz Kurdziel
Copyright(C): Lista dyskusyjna polskich i polonijnych lekarzy LEKARZE
Most recent revision Thursday , October 15,1998