Skandynawia


Polskich lekarzy pracujących poza granicami kraju można spotkać na całym świecie. Jedni wyjeżdżają na kilka miesięcy, inni pozostają na dłużej. Niekiedy na stałe. Wśród krajów, do których chętnie się udają są kraje leżące na Półwyspie Skandynawskim: Norwegia, Finlandia i Szwecja. Oto jak im się tam żyje:

"... Życie tutaj to zjawisko szalenie ciekawe. Kultura i temperament tych z natury dobrych i spokojnych ludzi są tak diametralnie inne od naszej, że można by wiele, wiele pisać. Moje doświadczenia mógłbym ująć w paru zdaniach: na początku fascynacja, absolutne 'rozdziabienie buzi'. Później konsternacja, lekkie oburzenie, i ciągłe powtarzanie sobie 'no nie, w Polsce do tego by nie doszło' albo 'Boże, gdzież im do Polaków'. Dziś, na zimno i po kilku latach życia >miedzy nimi< muszę powiedzieć - Finlandia to wspaniały kraj, gdzie człowiek naprawdę docenia, że tu żyje ...".

Jednak fascynacja warunkami naturalnymi i udogodnieniami społecznymi to jedna sprawa, a praca zawodowa to sprawa druga. Jak więc wygląda sytuacja polskiego lekarza w Skandynawii. Oczywiście, różni się ona nieco w zależności od kraju zamieszkania, ale ogólnie można by rzec:

"...Sytuacja polskiego lekarza jest niewesoła. Polakom trudno się przebić. Pacjenci ufają swoim i momentalnie wyczują, żeś nie swój. A to rodzi przepaść w relacji lekarz - pacjent. Finowie-lekarze też patrzą z góry, choć - i to mnie śmieszy - ich wiedza i nieomylność opiera się w ogromnym stopniu na supernowoczesnych instrumentach diagnostycznych i bogatej, bo opartej na literaturze światowej, wiedzy teoretycznej. Fin w placówce uniwersyteckiej to przedniej klasy naukowiec, światowiec, świetny teoretyk (...). Ta niewątpliwie nowoczesna medycyna w trudnych sytuacjach wymagających szybkiego działania, a także w konfrontacji z zawikłanym przypadkiem niestety .... przegrywa. Dlatego denerwuje mnie ta ich okazywana wszem i wobec wyższość. Nie mylę się chyba sądząc, że nas naprawdę dobrze wyszkolono: wywiad, opukiwanie, obmacywanie, osłuchiwanie - słowem 'szkiełko i oko'. Jednak miedzy lekarzami konkurencja jest ogromna. Dlatego naszych jest tu niewielu i żyją raczej skromnie pracując w małych stacyjkach lekarskich lub na prowincji...".

W Szwecji, wydaje się, jest nieco lepiej:

"... Cóż - też trochę prawdy. Niestety od czasu kryzysu w Szwecji (szczególnie ostatnie 5 lat) - być cudzoziemcem nie jest miło. Cudzoziemcy są traktowani jako istotne zagrożenie (konkurencja o miejsca pracy). Możemy tylko dziękować że Polska nie jest krajem afrykańskim - bo to byłaby już katastrofa. (...) Szwedzi czują pokrewieństwo duchowe z innymi krajami nordyckimi (Norwegia, Finlandia, Dania, Islandia) - ale uważają się za najlepszych. Polaków traktują bez specjalnej sympatii, ale jako grupę z która się trzeba liczyć. Dobrze, że sytuacja w Polsce rozwija się dość pomyślnie - nie ma już takiego traktowania jak kiedyś - ze zdziwieniem ze biedota nie przyjmuje z wdzięcznością ochłapów z pańskiego stołu ...".

"... lekarzy polskiego pochodzenia jest tutaj dość dużo. Zdaje się nawet jest to największa grupa lekarzy nie-tubylczych (...) mająca tutaj dobrą opinię. Lepszą wśród pacjentów, nieco gorszą (może trochę z zawiści?) u kolegów po fachu. Przyczyna tego drugiego - większość z obecnych tutaj polskich lekarzy jest chyba dość niezłych i, co istotne, mających za sobą niezłą szkołę życia zawodowego 'made in Poland'. Np. gdy sytuacja zdecydowanie odbiega od rutyny, zaczyna wymykać się spod kontroli, wymaga natychmiastowych decyzji - zdaje się, że jesteśmy lepsi od wielu innych. Podkreślam - to nie są wyłącznie moje opinie, ale także wyrażane czasem przez zaprzyjaźnionych Szwedów (też po fachu) - i to nie z kurtuazji, ale czasem w dość swobodnych rozmowach. Ale nawet w Szwecji polscy lekarze nie robią karier administracyjnych, wiec i szefami nie zostają. Zresztą jest to funkcja na 1-2 lata, a potem się wylatuje, bo przychodzi zmiana reżimu i w powiecie inna partia rządzi ...".

My, Polacy, do najważniejszych plusów Skandynawii (oprócz oczywiście ich zalet finansowych) zaliczamy:

niską gęstość zaludnienia:
"... jest tu dość luźno, wręcz pusto. Jedzie się godzinę i żadnego samochodu po drodze ..."

oraz fantastyczne warunki naturalne i ekologiczne:
"... w centrum Sztokholmu można łowić łososie. W okolicznych jeziorach pełno raków. Gdyby tak jeszcze było tutaj nieco cieplej - byłaby pełna rewelacja! ...".

Nie bez znaczenia jest także fakt, że ludzie są tam w miarę wykształceni, przy czym edukacja nastawiona jest raczej na ilość niż na jakość, i na ogół wszyscy umieją lub przynajmniej rozumieją angielski. Gdyby zresztą tak nie było, niekiedy trudno byłoby się porozumieć, gdy
"... w malutkim miasteczku jest chińska knajpa. Kelnerem jest tam Niemiec (grafik), który dojeżdża do pracy z Byglandsfjord. Tam gdzie mieszka w promieniu 300m mieszkają również: żona kelnera - Polka (skandynawistka), Chilijczyk (pielęgniarz) z żoną Niemką (ceramik), Amerykanka (też jakaś artystka) wydana za Norwega, małżeństwo Anglików (maja stado pontonów do uprawiania raftingu i kilka koni do jeżdżenia wierzchem). Dziecko Polki i Niemca chrzcił... Wietnamczyk (ksiądz katolicki). Matką chrzestną owego dziecka była... Angolijka (wykształcenie minimum średnie). Wszystkich tych ludzi leczy... Rumunka (lekarz), która zna tylko szwedzki...".

Dobra znajomość angielskiego, szwedzkiego, fińskiego czy norweskiego nie zawsze jednak wystarcza. Zagubieni na obczyźnie myślami często wracają do kraju. Chcą o nim rozmawiać. Chcą swoją 'polskość' przekazać swoim dzieciom. Szukają więc kontaktu i próbują zewrzeć szeregi. Tworzą swoje organizacje polonijne i, chociaż nie zawsze udaje się to tak jak chcieliby, powinniśmy docenić te wysiłki i być z nich dumni. A nawet, jeżeli to możliwe, pomóc im w jakiś sposób:

"... Polonia w Szwecji (choć pewnie nie tylko) to rożne generacje związane z rożnymi falami emigracji. Często nie rozumiejące się i nie współpracujące ze sobą. Czasem wręcz przeszkadzające sobie (zwalczające się - to jednak byłoby za mocne słowo). No cóż, tutaj przyjeżdżali i ci co za - i ci co przeciw (...). Uważam jednak, że powinna być grupa, która stanowi pewna reprezentacje. Kto wie, może kiedyś jakaś grupka nacisku (Polacy to jednak nie gęsi, a polscy lekarze też nie wypadli sroce spod ... ). Nawet za cenę kompromisów i ostrych dyskusji - w pewnych granicach i we własnym gronie - ale za to występowanie jako bardziej zwarta grupa w stosunku do tubylców...".

"... W Finlandii jest nas sporo. Pod 3 tysiące (tj. Polonii). Może niewielu z Was wie, ale Zjednoczenie Polskie w Helsingfors'ie jest najstarszym polonijnym zrzeszeniem w Europie i w ogóle jedną z najstarszych organizacji skupiających mniejszości narodowe na świecie Wydaje mi się, że jesteśmy prężni Kilka miesięcy temu założyliśmy PTOK-a, Polskie Towarzystwo Oświatowo-Kulturalne, i jako cel nr 1 mamy założenie polskiej szkoły (sic) ...".

"... Gratuluje. Ja próbuję podtrzymać kurs języka polskiego ale.. z braku zainteresowania (!!!!) polonii językiem przodków sprawa utrzymuje się ciężko przy życiu (...). Wyjściem z sytuacji byłoby powołanie wirtualnej szkoły. Nauczyciele mogliby być porozrzucani po Polsce czy świecie. Program należałoby jednak od nowa opracować dla potrzeb sieci. Uczniowie otrzymywaliby zadania e-mailem, a >osobiste kontakty< byłyby poprzez telekonferencje (wizja) czy Interphone (tylko głos). Dlaczego mówimy o tym na liście lekarskiej? Ano jeżli my tego nie zainspirujemy to raczej nie liczę iż inne środowiska będą w stanie to >urodzić<. Ale może później nas wesprą ! ?? ...".

Problemów jest oczywiście znacznie więcej. I są one niekiedy bardziej napięte, ostre, bolesne. Nie sposób jednak wszystkich ich omówić w tym krótkim sprawozdaniu. Życzmy więc naszym Kolegom żyjącym i pracującym za granicami kraju dużo cierpliwości i wytrwałości !!!
 

lipiec 98

Lista dyskusyjna LEKARZE

opracowal: Grzegorz Kurdziel


Copyright(C): Lista dyskusyjna polskich i polonijnych lekarzy LEKARZE
Most recent revision Thursday , October 15,1998