Za chlebem...
 
 

"... Poszukujemy lekarzy radiologów z II st. specjalizacji do pracy na 3 - letnie kontrakty w szwedzkich publicznych placówkach medycznych. Oferujemy atrakcyjne warunki wynagrodzenia wg szwedzkiego kodeksu pracy, możliwość wyjazdu z rodziną, kurs języka szwedzkiego (1000 godzin) przygotowującego do państwowego egzaminu jak i finansowanie kosztów kształcenia i utrzymania podczas kursu...".
 

Takie lub podobne ogłoszenia pojawiające się coraz częściej w polskiej prasie wzbudzają duże zainteresowanie i nadzieje wśród coraz częściej zwalnianych w kraju lekarzy i rosnącej grupy bezrobotnych absolwentów Akademii Medycznych. Obok nadziei niosą jednak obawę. Czy to rzeczywiście prawda? W jakim stopniu można wierzyć takim anonsom? Co naprawdę czeka mnie tam na zachodzie i czy temu podołam? Targani niepokojem często nie możemy się zdecydować, co robić? Gdzie szukkać swego miejsca na świecie? Może więc posłuchajmy, co na ten temat mają do powiedzenia polscy lekarze, którzy już pracują za granicą -

„... Uważam, że ogłoszenia takie można brać dość poważnie. Poszukiwania polskich lekarzy przez szwedzkie szpitale to krok oceniany tutaj w Szwecji jako desperacki, ale prawdziwy. Pisze się o tym w gazetach, mówi się o tym w masmediach. W Kalmarze na podobne ogłoszenie zgłosiło się 2000 osób. Wstępnie wybrano około 150 na 50 miejsc. Ile osób ostatecznie zatrudniono - niestety nie wiem. Ale wiem, że czytając takie ogłoszenie dobrze jest sprawdzić, czy ogłoszenie to daje 'head-hounter' - pośrednik - czy szpital. Jeżeli  'head-hounter' to trzeba sprawdzić co sam załatwia i od kogo bierze prowizję od szpitala, czy od zatrudnianego. Ale lekarze to pól biedy. Gdyby polskie pielęgniarki zechciały nauczyć się języka i tu przyjechać - to po stopach by je całowano. Wolnych jest  kilkaset etatów !!!   Moja klinika, z braku pielęgniarek, obcięła 20% miejsc w ciągu miesiąca. Wczoraj zaczynałem dyżur bez wolnego łóżka..." - pisze i skarży się jeden z lekarzy ze Szwecji.

"... No to wyszła na jaw dwulicowość naszych administratorów. Przecież im chodzi o to, aby nie było łóżek i pielęgniarek. Najchętniej pozamykaliby szpitale, bo wtedy najwięcej zaoszczędzą. Nie przypuszczam więc, by zgłaszające się do pracy pielęgniarki po stopach całowano. U nas w dalszym ciągu przykręcają śrubę. Potrzebne mi jeszcze są ze 2 etaty, aby moc załatwić robotę na swoim oddziale. Wystąpiłem więc z prośbą o zatrudnienie dwóch pielęgniarek do dyrekcji. Dobrze się uśmiali. Dlatego nie za bardzo chce mi się wierzyć, że u was poszukują pielęgniarek i że zatrudniają lekarzy z Polski...".

"... Zatrudniają. Sam widziałem w wiadomościach. 'Sydnytt' pokazały nawet wywiady z polskimi lekarzami na te stanowiska. Internista ze szpitala w Gdyni (przynajmniej tak podał dziennikarz) maglowany na naszych oczach całkiem nieźle mówił po angielsku. Zaproponowano mu stanowisko lekarza ogólnego. Myślę, że napływ polskich lekarzy to dla Szwedów będzie duży zysk. Przyjadą ambitni, śmiali ludzie z dużą motywacją do pracy. Przeciwnikami przyjazdu Polaków są ci, którzy uważają że należy dołożyć starań, by to lekarze emigranci mogli łatwiej uzyskać dyplom w Szwecji. Chodzi o niespecjalistów, głównie z Bośni i krajów arabskich, którzy musza przechodzić cały proces nostryfikacyjny. Ja go też przechodziłem, wiec nie rozumiem czemu niektórzy mieliby mieć jakieś fory. Ale to już polityka...
Ważnym argumentem przeciwników zatrudniania lekarzy-Polaków w Szwecji jest to, że zatrzymać to może podnoszenie pensji w tutejszej służbie zdrowia. A przecież dopiero co zaczęły one rosnąć. Po długim okresie zaniedbań w tym zakresie są one jednak wciąż na tyle niskie, że 35% szwedzkich absolwentów AM zadeklarowało chęć podjęcia pracy poza granicami Szwecji. Osobiście uważam, że jak nasi koledzy z Polski zobaczą, iż pomimo swojego wysiłku przy tutejszych podatkach nie odłożą żadnych większych pieniędzy to prysną stąd  po 2-3 latach z powrotem do kraju. A w miedzy czasie ich koledzy sprzątną im sprzed nosa umowy z Kasami.   Właśnie kolega ze studiów napisał mi, że podpisał z Kasą Chorych obiecującą umowę ...".

"... Te kilka tysięcy złotych to rzeczywiście całkiem niezła sumka. Ale jednak przyznasz, że to trochę mniej niż tutaj. Specjalista z kilkunastoletnim stażem dostaje u mnie brutto około 40.000 SKR czyli 18.000 PLN. Wprawdzie koszty życia w Polsce są niższe niż w Szwecji - ale nie aż tak jak to było parę lat temu. Toteż i nic dziwnego, że Szwecja jest całkiem niezłym rynkiem pracy dla lekarzy z byłych krajów europy wschodniej. Właśnie przeczytałem, że TT (szwedzki PAP - przyp. red.) podaje, iż w ubiegłym roku na 1083 osób, które dostały w Szwecji prawo wykonywania zawodu lekarza (tzw. legitymację lekarską), aż 341 to lekarze wykształceni za granicą. Ponad 30%!...".

"... Masz rację. Ale w Polsce możesz zarobić drugie kilka tysięcy złotych w gabinecie prywatnym. A z tej szwedzkiej pensji w wysokości 40.000 SKR po odciągnięciu podatków zostaje połowa, czyli jakieś 9.000 PNZ do ręki. Ta różnica jest na tyle ważna, że nie pcha nas do powrotu do kraju. Ale jest na tyle niewielka, że wielu z polskich lekarzy wróci do kraju trochę zawiedzionych. Szczególnie jak przyjadą tutaj z rodzinami i będą musieli je utrzymać. A sam wiesz jaki to tu 'gescheft'...".

I miałby nasz kolega w zupełności rację, pod warunkiem, że my w Polsce rzeczywiście dostawalibyśmy tak łatwo takie płaca. Rzeczywistość jest jednak inna. W większości lekarska płaca w Polsce nie przekracza 2.000 PNZ brutto. Stąd też i taki pęd do poszukiwania pracy poza granicami kraju. Redukcje etatów w polskich strukturach ochrony zdrowia powodują pojawianie się coraz większego bezrobocia wśród lekarzy. W pierwszym kwartale tego roku w tylko w Małopolsce pozostawało bezrobotnymi kilkudziesięciu lekarzy i kilkaset pielęgniarek. W drugim kwartale w jednym tylko małopolskim szpitalu ma zostać zwolnionych następnych kilkaset osób. Bezrobocie wśród polskich pracowników ochrony zdrowia stało się faktem. Należy więc oczekiwać, że przedstawiciele rządu i związków zawodowych będą próbowali przeciwstawić się temu zjawisku. Może także poprzez ułatwianie podjęcia pracy przez polskich lekarzy poza granicami kraju. Ale czy na pewno -

"... zdarzyło mi się uczestniczyć w rozmowach w Ministerstwie Pracy i Polityki Socjalnej w sprawach zatrudniania lekarzy polskich za granica. Odniosłem wrażenie, że ministerstwo stoi na stanowisku, iż każdy może sobie pracować tam, gdzie mu się podoba. Instytucje centralne chcą tylko pilnować i włączać się w sprawy rekrutacji o tyle, by uniknąć potem problemów z niezbyt miłymi i praworządnymi pracodawcami. Jest trochę miejsc poza granicami kraju, gdzie są pieniądze dla pracowników medycznych, ale też często nasze służby dyplomatyczne muszą interweniować (zwykle zresztą z małym skutkiem) w obronie zatrudnionych. Nie musze chyba dodawać, że rozmowy te nie dotyczyły krajów pierwszego świata...".

I nasz Kolega ma chyba rację. Te sprawy te nigdy nie są łatwe. Przedstawiciele Izby Lekarskiej twierdzą, że zawsze sprzeciwiają się jakimkolwiek próbom ograniczenia swobodnego wybory miejsca pracy lekarzy, a w prowadzonych rozmowach na pierwszym miejscu stawiają rzetelne zebranie informacji o proponowanych warunkach pracy. W praktyce jednak dostarczane przez pracodawców oferty nigdy nie są na tyle wiarygodne, aby można było je zaakceptować.  Można jednak zawsze starać się o pracę indywidualnie. Nawet w Stanach Zjednoczonych -

„... rocznie około 500 lekarzy otrzymuje zezwolenie na pracę. Są to tzw ‘underserved areas’. Trzeba pracować tam przez pięć lat, zanim można rozpocząć starania o otrzymanie ‘Green Card’. Te miejsca pracy są dla tych lekarzy, którzy mogą dostać licencję amerykańską i praktykować w tych Stanach. Na podobnych zasadach mogą też znaleźć pracę pielęgniarki. Myślę, iż dla wszystkich zainteresowanych osób mogą się przydać następujące informacje:
1/. ‘Nurse Relief for Disadvantaged Areas Act of 1999’ - pozwala na zatrudnianie 'foreign nurses' w amerykańskich szpitalach. 2/. W każdym przypadku obowiązują wizy czteroletnie 3/. Szpital musi mieć co najmniej 190 łóżek, leczyć przynajmniej 35% ‘Medicare’ i 28% ‘Medicaid’. 4/. Szpital musi być określony jako 'health professional shortage area' (miejsce o stalym niedostatku lekarzy i pielęgniarek). 5/. Nie więcej niż 500 'registered nurses' może dostać wizy w ciągu roku. 6/. Duże stany są ograniczone limitem 50, małe 25 wiz. 7/. Szpital musi przedstawić atestacje do ‘US Dept. of Labour’ a w niej: a) zarobki podobnie zatrudnionych pielęgniarek nie będą zmienione; b) zarobki 'foreign' będą takie same jak 'domestic'; c) nie więcej niż 1/3 pielęgniarek w Szpitalu będzie 'na wizach'; d) praca będzie tylko w tym szpitalu, który wysłał petycje...".

Można też starać się w innych miejscach i w innych krajach. Pomocą może służyć nasza internetowa strona -

http://www.crosswinds.net/~lekarze/oferta/

na której każdy zainteresowany pracą poza granicami kraju znajdzie odpowiednie informacje i linki do podobnych miejsc w sieci oferujących możliwości zatrudnienia pracowników ochrony zdrowia. Należy bowiem pamiętać, że jak to napisał jeden z naszych kolegów -

„... współczesny obywatel świata, to nie taki, który marzy wyłącznie o enigmatycznym wyjeździe nie wiadomo dokąd. To taki, który myśli o znalezieniu najlepszego miejsca, szczęścia dla siebie i swojej Rodziny, gdzie jego wiedza, zdolności i umiejętności są uznane. I wspomagajmy te próby dostarczając wszelkiej możliwej lecz rzeczowej informacji. Dlatego jakakolwiek pomoc w poszukiwaniu tego swojego miejsca na ziemi jest doskonalą sprawą. Potrzebne są tylko słowa ostrzeżenia: informacja o konkretnych możliwościach bardzo często jest taka jaka jest i jej przekazanie nie gwarantuje rzetelności i uczciwości pracodawcy. I każdy zainteresowany musi o tym pamiętać...".

Opracował lek. Grzegorz Kurdziel
na podstawie wypowiedzi uczestników listy LEKARZE

Lista dyskusyjna LEKARZE


Copyright(C): Lista dyskusyjna polskich i polonijnych lekarzy LEKARZE
Most recent revision May 31, 2000