
Wśród lekarzy, wśród pacjentów, w całym naszym społeczeństwie panuje
przekonanie, że profilaktyka to działania nie tylko pożądane, ale wprost
niezbędne. Przekonanie to potwierdzają w swoich wypowiedziach zarówno politycy
jak i naukowcy. Przytaczane przez nich wyniki badań analitycznych wskazują,
że każdy jeden złoty wydany na profilaktykę przynosi w efekcie trzy złotówki
zysku. Fakty potwierdzają, że zmniejszenie konsumpcji tytoniu wiąże
się ze zmniejszeniem zachorowalności na raka płuc, na zawał serca, na przewlekłe
zapalenia oskrzeli. Mniejsza sprzedaż papierosów to mniej udarów mózgu
i mniej amputowanych z powodu miażdżycy stóp. Palenie szkodzi też innym.
Tym, którzy sami nie palą, ale przebywają z palaczami w tym samym pomieszczeniu
- biurze, kawiarni, mieszkaniu. Palacze powodują więcej wypadków drogowych.
Wśród dzieci kobiet palących spotyka się nie tylko mniejszą wagę urodzeniową,
ale i więcej wad wrodzonych. Koszty leczenia chorób zawinionych przez samych
palaczy są więc olbrzymie. Dlatego w wielu krajach trwa wielka kampania
obrzydzania palenia tytoniu i utrudniania życia palaczom:
W Kanadzie - napisał do mnie jeden ze znajomych lekarzy -
działania pro zdrowotne są szeroko rozpowszechnione, a palenie tytoniu
jest bezwzględnie zwalczane. Nie wolno palić w żadnym miejscu publicznym,
ani gmachu urzędowym. Nie wolno palić w sklepach, ani w centrach handlowych.
Nie pal na dworcu, bo zapłacisz mandat. Nie pal na ulicy, bo zapłacisz
mandat. Nie prowadź samochodu z papierosem w ręku, bo zapłacisz mandat.
W szpitalach nie ma nawet wyznaczonych miejsc do palenia, a w ubikacjach
są zainstalowane systemy alarmowe. Ostatnio restauratorzy w Toronto toczyli
walkę z władzami miasta, gdyż miasto zabroniło palenia w restauracjach.
Zresztą papierosy, obojętnie jakie, są drogie - po 6 dolarów paczka. Napisy
na papierosach odstraszają od palenia, a reklama papierosów jest całkowicie
zabroniona.
Tysiące lekarzy domowych uczy społeczeństwo prawidłowego trybu życia.
Nie pal, nie pij i nie jedz za dwóch. A właśnie! Ostatnio zabrano się nawet
za grubasów. Dlaczego? A dlatego, że najczęstszą przyczyną zgonu wśród
ludzi po 50-tce jest zawał serca (w Kanadzie 38%), drugą wylew krwi do
mózgu (8%). Zresztą, czy widziałeś kiedyś 80-cio letniego grubasa. Powiesz
może, że zapomniałem o nowotworach. Nie zapomniałem. Dowiedz się prawdy.
Na nowotwór sutka umiera tylko 3% kanadyjskich kobiet. Tyle samo na nowotwór
płuca (kobiety w Kanadzie palą dużo, statystycznie więcej niż mężczyźni,
i wcale nie chcą się od tego nałogu odzwyczajać). Taki niski odsetek nowotworów
sutka i narządu rodnego u kobiet to prawdopodobnie wynik od lat prowadzonej
u nas profilaktyki. Mammografia jest tutaj zalecana wszystkim kobietom
po 50-tce, a prawie połowa kobiet ma co roku robione badania cytologiczne.
U przeciwnej płci najczęstszy nowotwór to nowotwór prostaty, a nie płuc
lub innych narządów, których choroby związane są z paleniem.
Oczywiście nic za darmo. Ogólne wydatki państwa na służbę zdrowia
to 8% dochodu narodowego. Ale widać za to zalety profilaktyki. Oddziały
zakaźne prawie nie istnieją. Oddziały pediatryczne puste. Oddziały chirurgiczne,
ze względu na powszechną chirurgię laparoskopową (pobyt w szpitalu po poważnych
zabiegach laparoskopowych - 24 godziny), też prawie puste. Za to oddziały
geriatryczne - pełne. Polska przypuszczalnie będzie miała zbliżony system
i, jeśli starczy komuś sił by poprowadzić globalna politykę zdrowotną,
za piętnaście lub dwadzieścia lat średnia życia wzrośnie o około 10 lat
i będzie w Polsce podobnie. Dlatego już teraz trzeba o tym myśleć i
dobrze się do tego przygotować...".
Ostatnio także w Polsce było głośno o szkodliwości palenia. W listopadzie,
jak co roku, przez polskie media przebiegła fala informacji o różnych akcjach
mających na celu ograniczenie nałogu palenia papierosów i jego wpływie
na zdrowi człowieka. Szkoda, że tylko przez ten jeden tydzień w roku. Takie
akcje powinny trwać przez cały rok. Również polski Sejm przyjął niedawno
ustawę o zakazie reklamy tytoniu. Na razie częściowym. Za kilka lat, być
może, będzie to już zakaz całkowity. Ach jak to będzie zdrowo! Ach jak
to się przyczyni do zmniejszenia zachorowalności! Ach ile się to pieniędzy
zaoszczędzi!
W Niemczech z powodu palenia około 100 000 osób w ciągu roku zostaje
rencistami lub inwalidami, a Kasy wydają rocznie na leczenie chorób spowodowanych
paleniem 30 miliardów marek (w Polsce takich badań nikt nie przeprowadził).
Dlatego każdy rozsądny człowiek, nawet ten palący, popiera wszelkie wysiłki
zmierzające do zlikwidowania nałogu palenia, bo przecież będziemy
zdrowsi i będziemy dłużej żyli. Na czym więc polega problem.
Problem polega na tym, że w budżetach gmin, powiatów i województw nie
ma lub prawie nie ma pieniędzy na profilaktykę. Na przeciwdziałanie szerzenia
się nałogu palenia papierosów i na eliminowanie jego skutków. Na nauczanie
zdrowego stylu życia. Na eliminowanie błędnych przyzwyczajeń związanych
z nieprawidłowym odżywianiem się. Na przeciwdziałanie otyłości.
A papierosy tymczasem drożeją. A akcyza na papierosy jest coraz
to wyższa.
A tymczasem problem istnieje. Istnieje i polega na tym, że nasi przewidujący
ekonomiści, jak się wydaje, doszli do wniosku, że wszyscy - palący i niepalący
- umierają. I mają rację. Umierają zarówno ci co palą, piją i jedzą w nadmiarze,
jak i ci co nie piją, nie palą i jedzą tylko muesli. Którzy cieszą
się swoją rentą, aż do momentu, kiedy zdrowie zaczyna ze starości szwankować.
A wtedy zaczynają chorować. Wymagają badań diagnostycznych, leczenia, opieki.
Według badań statystycznych palacz dwudziestu papierosów dziennie żyje
przeciętnie o 6 lat krócej (inne statystyki mówią nawet o 10 latach) w
porównaniu z niepalącymi. A przecież kto wcześniej umiera nie powoduje
późniejszych kosztów leczenia chorób serca, nie dostaje Alzheimera i nie
musi być latami pielęgnowany. Prawdą jest bowiem, że wysokie koszty leczenia
spowodowane przez palaczy są z nadmiarem rekompensowane wcześniejszym umieraniem.
Palacz na cmentarzu nie kosztuje Kasy Chorych ani grosza. Może więc nie
warto tak bardzo dbać o tą profilaktykę.
A to przecież jeszcze nie wszystko. Akcyzy, podatki, finansowanie rent.
Gdyby palacze przestali od dzisiaj palić, to system zabezpieczenia socjalnego
w krótkim czasie mógłby stać się niewydolny. Przyjmując bowiem, iż
życie statystycznego emeryta wydłuży się ze względu na niepalenie tylko
o 5 lat łatwo dojdziemy do stwierdzenia, że roczne koszty emerytur wzrosłyby
prawie o połowę. A skąd na to wziąć pieniądze. Przecież 75% budżetu kanadyjskiej
służby zdrowia wydaje się na leczenie pacjentów po 65 roku (średnia długość
życia dla kobiet - 84 lata, dla mężczyzn - 76 lat). Podobnie jest w Szwecji
i Finlandii. Wygląda więc na to, że społeczeństwo, które żyje bez nikotyny
jest szlachetnym i pożądanym celem zabiegów ustawodawczych
i działań lekarzy, towarzystw naukowych, światowej organizacji zdrowia.
Ale fakt ten nie spowoduje ani grosika oszczędności. Koszty opieki zdrowotnej
i koszty emerytur staną się przez to wyższe. Moim zdaniem prowadząc potrzebna
i słuszną kampanie przeciw paleniu należy porzucić argumenty oszczędnościowe.
Należy za to szukać rozwiązań finansowania wyższych kosztów leczenia starych
ludzi i większej ilości emerytur przez analizowanie odpowiednich
modeli opartych na danych zebranych w Polsce i na świecie. W przeciwnym
razie całe zamieszanie o zakazie reklamy wyrobów tytoniowych i o profilaktyce
przeciwnikotynowej to tylko cyniczne zawracanie głowy przyszłym wyborcom.
Stary człowiek potrzebuje rekonwalescencji po chorobie, a miejsc
takich w szpitalach brakuje - napisał mi kolega ze Szwecji - Dzięki
doskonałej profilaktyce udało się wydłużyć ludzkie życie. Ale to kosztuje.
Wydatki na jedno miejsce w Domu Spokojnej Starości wynoszą rocznie około
40-50 000 $. Przeciętna emerytura to 1/3 tej sumy, wiec resztę płaci Kasa
Chorych, czyli podatnicy. Lekarze rodzinni służą jako konsultanci w takich
domach i przychodzą tam regularnie na parę godzin w tygodniu lub tylko
na wizytę wołani przez pielęgniarkę. Ludzie starsi to więcej dolegliwości,
więcej badań, więcej tak potrzebnej im dodatkowej opieki. To wszystko można
oczywiście w jakiś sposób zefektywizować. Pomniejszyć koszty. Ale musimy
zaakceptować, że jeśli chcemy żyć dłużej, to musimy za to zapłacić. I albo
płaci się przez podatki (tzn. młodzi płacą na opiekę starszych, a potem
pokolenie ich dzieci płaci za nich samych) albo tak jak w Ameryce, trzeba
wcześnie się ubezpieczać i wybrać taki wariant opieki jaki życzy się sobie
na starość Tak czy siak to co zarabiamy przez te 35 lat pracy musi
starczyć i na teraz i na nieproduktywną resztę życia
Natomiast co do kosztów leczenia opartego o działania pro zdrowotne.
Umówmy się, że takie działania są globalną inwestycją w stan zdrowotny
społeczeństwa i w takim aspekcie przynoszą korzyść, także finansową. Warunkiem
uzyskania korzyści finansowej (nie mowie o aspektach zdrowotnych) jest
pewna utylitarność takiej medycyny mierzona utylitarnością człowieka. To
znaczy w kraju, gdzie jest niskie bezrobocie, wysoki poziom edukacji społeczeństwa
i poziom wytwórczości i usług istnieje duża korzyść posiadania zdrowego
społeczeństwa, ponieważ ono żyje - uczy się - pracuje - zarabia - przynosi
dochód innym. W państwie o malej edukacji i dużym bezrobociu być może z
punktu widzenia finansów opłaca się bardziej wyprodukować rencistę
z małą rentą, niż leczyć, ponieważ jak się wyleczy to i tak nie będzie
dla niego pracy i będzie na garnuszku podatnika (opieki społecznej). Jeśli
będę leczył pacjenta mającego zawal Pentaerytritolem i Dipyridamolem (a
tak leczono 15 lat temu w Polsce) to wiadomo, że ten pacjent nie będzie
pracował tylko dostanie marną rencinę. Jeśli dam mu dożylnie streptokinazę
i jakiś beta bloker, następnie zrobię mnóstwo drogich badań, w ostateczności
koronarografię i angioplastykę (potem także, w razie takiej potrzeby, zalecę
rehabilitacje w oddziale rehabilitacji kardiologicznej lub rozpocznę rehabilitacje
ambulatoryjną) to jest to inwestycja. Wtedy pacjent ma większe szanse odzyskać
zdolność do pracy i zwrócić w ten sposób społeczeństwu koszty leczenia
w postaci składki ubezpieczeniowej, swojej aktywności zawodowej, uzyskiwania
własnych dochodów i ich wydawania - a wiec także odprowadzania podatków
i przynoszenia zysków państwu, które inwestuje w jego profilaktykę. Ale
to wszystko pod warunkiem, że ten pacjent znajdzie pracę. Bo jeżeli jej
nie znajdzie to... Tak wiec gdyby być bezdusznym i nie patrzeć na etykę
lekarską tylko na społeczną kasę to w takim państwie jak Polska opłaca
się dawać tylko Pentaerytritol i ewentualnie Eucardin, bo tu renta i tam
renta niezależnie od tego ile i jak się pacjenta leczyło...".
Ale czy profilaktyka musi być ekonomicznie opłacalna. Myślę, że nie.
Niby dlaczego miałaby być. Ani profilaktyka, ani leczenie w naszych lekarskich
oczach nie może być sprowadzana do rachunku ekonomicznego. Trzeba patrzeć
na człowieka, a nie tylko na pieniądze. I sądzę, że nikt inaczej nie myślał.
Nawet nasi ekonomiści. Tam gdzie profilaktyka pomaga, tam powinno się ją
stosować, chociaż to może kosztować. Jednak gdy pieniędzy brakuje,
trzeba dobrze pomyśleć na co je przeznaczyć. Medycyna jest jak beczka bez
dna. Można diagnozować na prawo i lewo, robić rezonans magnetyczny od stóp
do głów, test wysiłkowy co roku każdemu mieszkańcowi kraju. Zawsze się
tym działaniem komuś przedłuży życie odkrywając chorobę trochę
wcześniej.
Ale pieniądze są ograniczone i trzeba przez cały czas wybierać co jest
bardziej racjonalne i opłacalne w danym przypadku. Trzeba wybierać, aby
dla kogoś innego tych pieniędzy nie zabrakło. Trzeba wybierać, chociaż
jest to trudne i odpowiedzialne. Ale od tej odpowiedzialności nikt nas
nie uwolni. Taki wybraliśmy zawód.
Żyjemy w społeczeństwie konsumpcyjnym. Coś musimy wiec skonsumować.
Ile tych telewizorów, samochodów, telefonów, wyjazdów za granice
potrzeba człowiekowi. Jedzenia też wystarczy. A wiec na co wydawać resztę.
Oczywiście na zdrowie, na badania naukowe, na leki i na leczenie. Do lekarzy
należy tylko walczenie o te pieniądze, bo one pewnie gdzieś są - tylko
idą na wszystkie inne głupstwa. A niech idą na naszych pacjentów.
PS. Już po napisaniu tego artykułu dostałem od przyjaciela list:
"...Nie zgadzam się z wyciagnietymi przez Ciebie wnioskami -
napisał. Rząd Kanady i tutejsze Ministerstwo Zdrowia maja inną opinię
na ten temat. Dosłownie zawalaja nas literaturą dotyczącą profilaktyki
i wymagaja od nas informowania spoleczenstwa o korzyściach płynących ze
zdrowego stylu życia. Czyzby wyrzucali pieniadze?Nie sadze. Nawet u nas
brakuje na sprzęt, na remontowanie szpitali itd. Ale pieniadzę na profilaktykę
są. Bo profilaktyka jest opłacalna. To, że w Kanadzie wydaje się 75 % budżetu
służby zdrowia na leczenie ludzi po 65-tym roku życia jest właśnie wynikiem
dobrze prowadzonej profilaktyki....".
Żeby więc nie było żadnych wątpliwości: Nie jestem przeciwnikiem profilaktyki
Wprost przeciwnie - jestem jej gorącym zwolennikiem. Profilaktyka jest
bowiem bardzo opłacalna - ale dla ludzi. Niestety, nie dla finansów. Jednak
pomimo tego niedobrego dla finansów bilansu należy profilaktykę prowadzić.
Bo dla człowieka liczy się życie, a nie rachunek ekonomiczny. I tylko
o to w tym artykule chodzi.
opracował na podstawie wypowiedzi uczestników listy : lek. med. Grzegorz
Kurdziel
Copyright(C): Lista dyskusyjna polskich i polonijnych lekarzy LEKARZE
Most recent revision November 03, 1999