Błąd w sztuce

Nowe warunki, w których znalazły się po reformie ochrony zdrowia publiczne i niepubliczne zakłady opieki zdrowotnej, każą nam w innym świetle spojrzeć na problem odpowiedzialności cywilnej i solidarności zawodowej wśród lekarzy. Pomimo niskich zarobków, spadku prestiżu społecznego i lekceważeniu przez media i sfery polityczne naszych lekarskich problemów do uczucia niechęci i rozdrażnienia towarzyszących nam w przypadku odkrycia błędu popełnionego przez innego lekarza w trakcie leczenia dołączyły obecnie wątpliwości etyczne - namawiać pacjenta do złożenia pozwu o odszkodowanie, zgłaszać taki fakt do  Izby Lekarskiej, czy też  może siedzieć cicho i udawać, że nic się nie stało. Ten właśnie problem był ostatnio tematem ożywionej dyskusji na naszej liście.

„...Obecna sytuacja w ochronie zdrowia nasiliła tendencje, że wszyscy chcą leczyć wszystko. I tak, z punktu widzenia ambulatorium Centrum Onkologicznego, praktycznie zniknęli pacjenci pierwszorazowi - ci, dla których szanse na uratowanie właściwym leczeniem są największe Coraz więcej jest przypadków rozgrzebanych. Nie zawsze prawidłowo leczonych. Dzisiaj zgłosił się do mnie czterdziestopięcioletni mężczyzna operowany niedawno w jednym z wojewódzkich szpitali z powodu ‘Liposarcoma’. Nie zastosowano żadnego leczenia dodatkowego ani przed ani po zabiegu. Obecnie, w dwa miesiące po operacji, stwierdziłem wznowę wielkości 10 cm. Lekarz prowadzący wysłał go wprawdzie do onkologa, na wszelki wypadek jednak nie napisał skierowania. No i poniosło mnie. Zastanawiam się, czy poinformować go, że był leczony niezgodnie z zasadami (dla mniej zorientowanych w problematyce - konieczna była radioterapia przedoperacyjna , a potem, w zależności od wyniku badania histopatologicznego, ewentualnie także pooperacyjna) i powinien się zastanowić, czy nie zażądać od szpitala odszkodowania...".

Wydaje się, że przedstawiony tutaj przypadek nie nasuwa żadnych wątpliwości. Ale czy na pewno.  Może to pacjent nie zgodził się na radioterapię. A może były także inne przyczyny, o których pacjent nie poinformował lekarza. Nie zapominajmy, że do lekarza onkologa można zgłosić się bez skierowania od lekarza rodzinnego lub lekarza POZ. Czy nasz pacjent wiedział o tym? Może nie wiedział, a może wiedział, ale nie chciał. Może bał się podjąć taką właśnie decyzję.

„... 33-letni mężczyzna który ma od roku  duszność wdechowa. Na podstawie testów skórnych i spirometrii  rozpoznano astmę oskrzelową Lekarz alergolog zlecił szczepionkę przeciwuczuleniową Tymczasem objawy nasilały się mimo leczenia, w końcu chory nie mógł już jeść Trafił do nas w stanie ciężkim W CT i bronchoskopii olbrzymi guz tchawicy zamykający praktycznie jej światło Guzem jest cylindroma - wolno rosnący ale zawsze dający wznowę, chyba że wytnie się go wcześnie.
Choroba jest bardzo rzadka. W literaturze piszą o ... częstych mylnych rozpoznaniach i trudnościach diagnostycznych. A tymczasem pacjent chce pozwać tamtego lekarza do sadu, ponieważ nie zlecił bronchoskopii. Powinien? Tak czy nie? Dla sędziego i nalatujących (zawsze, zauważcie) na lekarzy mediów -  sprawa jest prosta. Dla lekarza, który w pośpiechu, bez zaplecza przyjmuje w Poradni  do 50 chorych dziennie powinięcie się nogi może być wcale nie tak rzadkie. Dodam, że my także nic na zwykłym RTG  nie dojrzeliśmy Niestety, społeczeństwo, media, rządzący, pacjenci tez zresztą coraz częściej do lekarzy nastawieni są nieprzychylnie...".

Nie zawsze to co wygląda na lekarskie zaniedbanie jest takie jasne i proste. Przynajmniej dla nas - lekarzy.
Przedstawione wyżej przypadki, chociaż ciekawe diagnostycznie i trudne w etycznej ocenie są jednak tylko częścią przyczyn naszych lekarskich koleżeńskich dylematów. Takich przypadków jest znaczenie więcej. I nie zawsze są one tak skomplikowane, o czym świadczyć może następna opinia -

„... Zajmuje się blisko 25 lat intensywna terapia, a jest to dział, w którym, jak w zwierciadle, odbijają się wszystkie błędy popełnione na uprzednich etapach leczenia (nie znaczy to, że my ich sami nie robimy!). Przytaczanie szczególnie drastyczne przypadków, a jest ich cale mnóstwo, to strata czasu. Głupota, niechęć do najmniejszego choćby wysiłku, lekceważenie pacjenta i jego rodziny i brak choćby odrobiny instynktu samozachowawczego charakteryzuje wcale niemałą grupę naszych kolegów Rozmawiając z rodziną w ten sposób potraktowanego pacjenta człowiek rzeczywiście staje przed moralnym dylematem: czy powiedzieć o tych zaniedbaniach czy tez jednak trzymać buzie na kłódkę.
Jak dotychczas, ograniczam się do telefonowania do bezpośrednio zainteresowanych, czasem również ich przełożonych i bardziej lub mniej cierpliwego tłumaczenia, że tak nie można Nawet czasem przynosi to rezultaty. Niestety na ogol takie rozmowy kończą się obrażaniem lub brakiem reakcji. I naprawdę zastanawiam się: jeżeli dostajemy zmaltretowane przez rodziców dziecko, robi się krzyk; jeżeli dostajemy zmaltretowane przez lekarza dziecko - siedzimy cicho. Czy tak aby powinno być?...".

Słuszna uwaga. Nie powinno tak być. Nie może tak być. I mam nadzieję, że w większości wypadków tak nie jest. Wierzę, że każdy z nas proponując pacjentowi sposób leczenia robi to w zgodzie że swoją wiedzą i swoim sumieniem. Tylko że ta wiedza nie zawsze jest być może najświeższa, a umiejętności nie zawsze najwyższej klasy. Cóż, nie wszyscy jesteśmy tytanami wiedzy i pracy. Nie wstydźmy się jednak wtedy poprosić o pomoc bardziej doświadczonych kolegów. Tak jak to podsumował inny z naszych kolegów.

„... Po twojej wypowiedzi czuje się tak, jakbym to ja sam  był trochę winny. Myślę, że masz dużo racji. Sam też mam często podobne doświadczenia - ale myślę tez, że tak troszkę masz zbyt negatywne nastawienie do lekarzy ‘z prowincji;. Wielu lekarzy z mniejszych miejscowości ma duże doświadczenie  i wiedze oraz zasługi dla można to szumnie określić ‘podnoszenia zdrowotności/ tylko, że przychodzi im pracować w tak ciężkich warunkach, że trudno jest te działania dostrzec. Lekarze ci zresztą nie mogą się wybić z powodu korupcji (o czym już pisaliśmy) i na wierzch wychodzą miernoty. Po prostu współpracujcie jako ośrodek referencyjny z dobrymi lekarzami i po leczeniu w klinice do nich przekazujcie chorych. ..".

Proces leczenia to problem delikatny, złożony, wymagający wiedzy i rozwagi. Postęp nauk medycznych, coraz częstsze lekarskie zwycięstwa nad do tej pory nieuleczalnymi chorobami i beznadziejnymi przypadkami powoduje, że społeczeństwo wymaga od nas - lekarzy - coraz więcej. Czasem trudno jest zrozumieć, że niekiedy nasz sukces, to tak naprawdę tylko przypadek. Że nie zawsze da się go powtórzyć.  Zresztą błędy  w sztuce lekarskiej to sprawa, która nie dotyczy tylko naszego polskiego podwórka. Jeden z naszych zagranicznych kolegów tak scharakteryzował ten problem -

„... ktoś kiedyś powiedział, że nie ma lekarza, który by nie miał własnego, jemu tylko znanego cmentarzyka. Każdy popełnia błędy - ważne, aby wyciągać z nich wnioski i nie powtarzać ich. Ogromna większość tych błędów nie wynika ze zlej woli. Dlatego trzeba kontaktować się z ‘winowajca’. Poznać jego punkt widzenia.. Przyznam, że sam nie tak dawno popełniłbym głupi, ale fatalny w skutkach błąd. O piątej nad ranem, będąc już kompletnie wykończonym na dyżuże. Na szczęście sam go w porę odkryłem.  Ale naprawdę byłem już tak potwornie zmęczony i działo się równocześnie tak koszmarnie dużo, że niewiele brakowało. I cóż by to miało za znaczenie dla mojego pacjenta, że przyczyna nie byłaby w tym przypadku zła wola, czy niewiedza?....".
 
 

Lista dyskusyjna LEKARZE

opracował na podstawie wypowiedzi uczestników listy : lek. med. Grzegorz Kurdziel


Copyright(C): Lista dyskusyjna polskich i polonijnych lekarzy LEKARZE
Most recent revision August 30, 1999