Kanada, specjaliści i polska medycyna


„... Zdaję sobie sprawę jak źle zorganizowana jest służba zdrowia w Polsce. Od tego przecież uciekłem. Chylę jednak głowę przed tymi, którzy próbują zreformować ten feudalny i skorumpowany system. Zajmuje to czas, kosztuje i po prostu jest niezmiernie trudne. Wymaga zmiany myślenia i mentalności nie tylko w wśród lekarzy, ale także innych pracowników ochrony zdrowia - pielęgniarek, położnych, rejestratorek, pracowników administracji oraz pracowników jednostek ubezpieczeniowych. Aby lepiej wyrazić problemy jakie was czekają chciałbym przedstawić wam rolę lekarzy specjalistów w kanadyjskim systemie ochrony zdrowia. System ten nie jest idealny. Ale pomimo wszystko...
W mojej prowincji (Ontario) jest prawie 23.000 lekarzy na około 11 milionów ludzi. Wśród tych 23.000 lekarzy  jest około 12.000 specjalistów. Reszta to tzw. ‘family doctors’ - lekarze rodzinni. Na  największym oddziale Emergency w Ontario pracuje tylko dwóch ‘family doctors’ na 12 godzinnych zmianach (w Kanadzie nie ma specjalizacyjnych oddziałów typu Emergency). Jeżeli zachodzi potrzeba tzn. długość oczekiwania pacjenta na wizytę przekracza normy przyzwoitości dodatkowo może być wezwanych jeszcze następnych dwóch lekarzy. Nasi ‘family docs’ mają do dyspozycji specjalistów wszystkich możliwych specjalności - ale pod telefonem. Specjaliści przebywają w domu i zgłaszają się do szpitala tylko na wezwanie lekarza. Poza tym na  terenie szpitala nie ma na stałe żadnego innego lekarza. Specjaliści zapewniają wysoko kwalifikowana opiekę medyczna na poziomie szpitali miejskich i powiatowych. I tak nowotwór płuca jest operowany w szpitalu powiatowym. Tamże zastosowana będzie chemoterapia i dopiero na leczenie radioterapeutyczne pacjent zostanie skierowany do Ośrodka Onkologicznego. W szpitalach tego typu wykonuje się także inne zabiegi - otwarte i laparoskopowe operacje torakochirurgiczne włączając w to nowotwory, otwarte i laparoskopowe operacje ortopedyczne takie jak wymiana stawu biodrowego czy kolanowego, operacje na naczyniach krwionośnych jak sztuczna aorta czy by-pass na naczyniach biodrowych i poniżej. Oczywiście  to tylko przykłady. Aby wymienić wszystko za długo musiałbym pisać.
Troszkę inaczej jest w szpitalach uniwersyteckich. Szpitale te posiadają ‘swoich’ specjalistów i jeżeli pacjent zechce mieć operacje w szpitalu tego typu oraz wyrazi zgodę na to, że jego operacja może być wykonana przez uczącego się dopiero lekarza - nie ma problemu z referowaniem. Do tychże ośrodków kierowani są również pacjenci z  wysokim ryzykiem śródoperacyjnym lub wymagający takiego sprzętu, który ze względu na cenę może być niedostępny w szpitalu mniejszej rangi.
Z tego wynika, że specjalista w Kanadzie wychodzi po zakończeniu nauki w ośrodku uniwersyteckim do szpitala terenowego (tzw 'community hospital'), gdzie pracuje świadcząc pacjentom potrzebna opiekę. Dodatkowo jest on opłacany przez jednostkę ubezpieczeniowa lub, w Kanadzie, rząd prowincji na tzw 'free for service'. Co to oznacza? To, że jeżeli nie przyjmie pacjenta, to nie ma zapłacone. Z tego względu specjalista nie odmówi przyjęcia pacjenta nawet jeżeli ten pacjent nie ma wykonanych badań laboratoryjnych. Specjalista sam zleci te badania i zostaną one wykonane w 24  godzinach włączając CT scan. I jeszcze inny aspekt. Przed laty w Kanadzie panowało legalne łapownictwo. Nazywało się to 'extra billing'. Każdy lekarz, który uważał że rząd mu za mało płaci mógł legalnie pobierać opłaty od pacjenta. Jeżeli było to za drogo pacjent mógł zmienić lekarza. Te dodatkowe 'łapówki' są przez ostatnie 30 lat nielegalne. Za dodatkowe opłaty można nie tylko stracić licencję lekarza ale można pójść i za kratki. Z drugiej strony proszę pamiętać, że obecnie w Kanadzie nie można narzekać, że jesteśmy źle opłacani.
Kończąc chciałbym przypomnieć, że żadne siły polityczne nie są w stanie doprowadzić do sukcesu reformy w ochronie zdrowia. Najważniejszy jest bowiem prosty rachunek ekonomiczny. Jeżeli będzie on źle skalkulowany - to reforma się nie uda. Dotyczy to i świata i Polski...".

Taka odpowiedź nadeszła z Kanady na wiadomość, że w Polsce lekarze specjaliści nie przyjmują do konsultacji pacjentów bez badań, które są potrzebne według lekarza specjalisty, a według lekarza prowadzącego nieistotne. Dyskusje na temat potrzeby wykonywania takich badań są coraz bardziej ostre, zwłaszcza że w dzisiejszych czasach za badania te płaci jednostka lekarza zlecającego konsultację. Dyskusje dyskusjami, ale jak na razie lekarze wypisują skierowania. Pacjent się męczy, żeby badania wykonać. Lekarz zgrzyta zębami, że musi za nie płacić. A Kasa Chorych krzyczy, że nie ma pieniędzy.
A przecież mogłoby być inaczej...

„... Proponuje zamiast narzekania i malkontenctwa następujące postępowanie. Zaproście moi drodzy koledzy Pana konsultanta na wykład dla doktorów na interesujący was temat. Posłuchajcie, przedstawcie własne spojrzenie, skrytykujcie. Przygotujcie się ładnie. Poznajcie się osobiście. Kontakty osobiste, zwłaszcza po tym, jak ktoś musi się we własnej dziedzinie trochę ‘napocić’, jest o wiele skuteczniejszy niż wymiana skierowań i telefony. ..".

Oczywiście pomysł jest bardzo dobry. Nie muszę chyba jednak dodawać, że pochodzi spoza Polski. Nie muszę dodawać, bo kto pracuje w Polsce ten wie jaki jest stosunek większości ordynatorów i adiunktów do tego typu działań. Internetowe listy dyskusyjne odznaczają się dużą swobodą wyrażania swoich poglądów. Podobnie było i tym razem. Wypowiedzi uczestników dyskusji nie były zbyt pochlebne dla luminarzy polskiej medycyny. Nie tylko zresztą dla luminarzy. Nic zresztą dziwnego zważywszy na fakt jak są traktowane zebrania i posiedzenia naukowe organizowane na przyklinicznych oddziałach...

„...  wczoraj do naszego szpitala przyjechał z wykładem jeden ze znanych polskich profesorów. Wykład prowadził bardzo ciekawie. Z wielką swadą i swobodą opowiadał o etiologii, diagnostyce, rokowaniu i terapii rzadko spotykanych jednostek chorobowych z zakresu mojej specjalizacji. Przytaczał statystyczne dane - polskie i światowe. Omawiał najlepsze w tych przypadkach techniki operacyjne. Jednak na zebraniu - pomimo wcześniejszego zaproszenia - nie zjawił się nikt ani z sąsiedniego Instytutu, ani z zajmującej się tymi samymi problemami sąsiedniej Kliniki. Myślę, że obrazuje to jaki jest wśród niektórych lekarzy stopień zainteresowania  nowymi sposobami leczenia oraz współpraca między nimi ...".

Myślę, że nasz kolega ma rację. Bo jeśli na tegorocznym Zjeździe ASCO w Atlancie z całej Polski przesłano tylko dwie prace (dla porównania - z Hiszpanii nadeszło na ten zjazd aż 150 prac) to znaczy, że nie mamy zbyt wiele do powiedzenia w światowej medycynie. Nawet jeśli tych dwóch prac chce bronić kilkudziesięciu „naukowców" (na zjazd przyjechało z Polski prawie pięćdziesięciu uczestników - Hiszpanii tylko kilku).

„... Wiadomo powszechnie jak wygląda stan kadrowy luminarzy polskiej medycyny i szkoda chyba czasu na dalszą dyskusję. Efekty działalności naukowej znacznej części ośrodków medycznych w Polsce są żenujące, lista publikacji w czasopismach medycznych śmiesznie krotka, stosunki panujące w tych ośrodkach - feudalne. Wyjechałem z Polski stosunkowo niedawno. BMW - bierny, mierny i wierny - to są osoby najczęściej spotykane w polskich klinikach. Tych którzy odbiegają od tego standardu nazywa się kontrowersyjnymi, nawiedzonymi lub niedostosowanymi. Według obiegowej opinii z ludźmi tymi lepiej się nie kontaktować, bo można się 'zainfekować' i starcić. Na osłodę dodam tylko, że w RFN wcale nie jest lepiej. Jak zwykle rozkład według krzywej Gaussa - najwięcej miernot, a geniuszy i idiotów tylko po kilka procent...".
 
 

Lista dyskusyjna LEKARZE

opracował na podstawie wypowiedzi uczestników listy : lek. med. Grzegorz Kurdziel


Copyright(C): Lista dyskusyjna polskich i polonijnych lekarzy LEKARZE
Most recent revision June 30, 1999